Nie nad morze, nie w góry, ale właśnie na Mazury! - Wakacje 2022

 W tym roku decyzja co do wakacji była stosunkowo prosta. W 2020 byliśmy nad morzem, w zeszłym roku postawiliśmy na góry, więc w tym jedziemy na Mazury. Osobiście wybrałam Wilkasy w gminie Giżycko, bo bardzo dużo słyszałam o tej małej mieścinie i zapałałam najzwyklejszą w świecie ciekawością.

Kwaterę znaleźliśmy szybko. Skromny domek z łazienką i aneksem kuchennym, w dobrej cenie na 7 dni. Może nie było luksusów, ale dla naszej czteroosobowej rodzince to wystarczyło, szczególnie że na horyzoncie do opłacenia pozostawało wiele innych atrakcji, z których żal by nam było zrezygnować na poczet all inclusive, czy service roomu.

Planując wakacje w Polce nigdy nie ma się pewności, czy pogoda dopisze. Tydzień przed naszym urlopem cały kraj ogarnęły upały, a później... Cóż, w gruncie rzeczy nie możemy narzekać, bo temperatura oscylowała w pierwszych dniach między 20, a 23 stopniami Celsjusza, a do tego było sucho, miejscami słonecznie, więc całkiem nieźle jeśli chodzi o zwiedzanie. Z taplaniem się w jeziorze Niegocin już gorzej, ale nic straconego, bo prognozy zapowiadały, że dwa, a może trzy ostatnie dniu urlopu miały być wręcz upalne. Zatem na początku porzuciliśmy wylegiwanie się na plaży na poczet aktywnego zapoznania się z pozostałymi okolicznymi atrakcjami.

Mieszkamy na śląsku, a nasza nawigacja poprowadziła nas przez Mrągowo. Tam mój mąż zapalił się do zwiedzania Muzeum Sprzętu Wojskowego. Muzeum to znajduje się na zewnątrz ze względu na gabaryty eksponatów oraz ich ilość. Niestety akurat kiedy dotarliśmy na miejsce, rozpadało się. Nie była to może jakaś specjalna ulewa, ale jednak zimne krople przeszkadzały, a my w całym ferworze pakowania się nie pomyśleliśmy o parasolkach. Całe szczęście pojazdy stały pod namiotami, które zapewniały suchy skrawek ziemi i jako taki komfort zwiedzania. Wiecie, ja się za bardzo nie znam, ale było co oglądać. Wnioskuję po roziskrzonych podekscytowaniem oczach małżonka, który chłonął każdy czołg i inny mniej lub bardziej pancerny obiekt. Z ogłoszenia przy kasach dowiedzieliśmy się, że istniała możliwość wykupienia przejażdżki takim czołgiem, czy innym pojazdem. Rzecz jasna za dopłatą, ale może akurat ktoś z Was się skusi. ;) 

Muzeum Sprzętu Wojskowego w Mrągowie





Pierwszego dnia w Wilkasach wybraliśmy się na rozeznanie terenu. Po podróży byliśmy zmęczeni, ale też chcieliśmy wyprostować nogi, więc ruszyliśmy przed siebie. Miłą niespodzianką okazał się fakt, że od naszej kwatery do plaży mieliśmy ledwie pięć minut spacerem. W dodatku po drodze były dwa sklepy, apteka i budka z lodami, co niezmiernie ucieszyło mnie i dzieciaki.

W Wilkasach uświadczyliśmy amfiteatr przy plaży miejskiej, sklepik, tawernę, zaraz obok port AZSu, kolejną plażę, jeszcze jedną budkę z lodami i masę przycumowanych do brzegu łodzi. Wszystko to tworzyło niesamowitą atmosferę, ale dla naszych dzieciaków najważniejszy był plac zabaw. W sumie wyczailiśmy takich punktów trzy. Pierwszy przy głównej plaży, drugi przy Papugarni, gdyby iść detakiem w stronę Giżycka, a trzeci, jednocześnie najmniejszy, przy plaży za bosmanatem portu AZS. Każdy z tych placów zabaw został przez nasze dziewczynki dogłębnie zbadany oraz wyeksploatowany i na każdym została zawarta nowa znajomość, bo z jakiegoś powodu moja starsza córka rzuciła sobie wyzwanie, by poznać jak najwięcej nowych przyjaciółek.

Plaża miejska / port w Wilkasach



Wilkasy podobały nam się bardzo. Nie było ani zbyt tłoczno, ani zbyt pusto. Dla nas w sam raz. Była możliwość wypożyczenia sprzętów wodnych, ale również pojazdów lądowych, jak rowery. Było gdzie zjeść. Było co robić, nawet jeśli pogoda nie do końca sprzyjała kąpieli. Można się było chociażby wybrać na spacer, czy też wycieczkę rowerową Ścieżką Przyrodniczo - Dydaktyczną, czy innym dowolnym szlakiem, których było sporo.


Skoro jesteśmy przy Wilkasach, nie sposób nie wspomnieć o Mazurskiej Papugarni. Miejsce barwne i kolorowe głównie za sprawą swoich mieszkańców. Jest to niezaprzeczalna atrakcja dla dzieci, które mogą pooglądać najróżniejsze gatunki papug, ale też dla dorosłych, co widać na zdjęciach. Istnieje możliwość karmienia tych przeuroczych zwierząt, a jeśli będziecie mieć szczęście, możecie podejrzeć kilka sztuczek, które wykonują papugi razem ze swoimi opiekunami. Dla nas kakadu zatańczyła do piosenki Shakiry, wymachując czubem z godnym pozazdroszczenia zaangażowaniem.

Papugarnia w Wilkasach

Będąc w Wilkasach, nie sposób nie odwiedzić Giżycka, stolicy żeglarstwa w Polsce. Właśnie w Giżycku znajduje się jeden z głównych portów na szlaku Mazurskich Jezior. I rzeczywiście, sam port robi wrażenie, tak samo jak szalenie długie molo, czy kładka, którą można przejść ponad zacumowanymi łodziami, czy na drugą stronę torów i ruchliwej ulicy, by dostać się między urocze uliczki miasta.

Molo w Giżycku

Jesteśmy typowymi stworzeniami lądowymi, ale nie mogliśmy nie skorzystać z możliwości wypłynięcia w rejs. Na miejscu mieliśmy szeroką ofertę krótkich lub dłuższych wycieczek po okolicznych jeziorach. Można było nawet wypłynąć wieczorem, gdzie podróż wzbogacano o taneczną zabawę na pokładzie, ale pamiętajcie, że mieliśmy ze sobą dwójkę małych dzieciaków i ani jednej zaufanej osoby do opieki nad nimi, więc ostatecznie sprawa sama się przesądziła. Postawiliśmy na rejs pomiędzy śniadaniem i obiadkiem po Łabędzim Szlaku, korzystając z oferty Małej Floty. Podczas tej drogi zaliczyliśmy i jeziora, i kanały, w tym kanał Giżycki, którym przepływaliśmy obok zabytkowego mostu obrotowego i zamku krzyżackiego, obecnie przerobionego na hotel. Zdecydowanym plusem był kapitan, który barwnie opowiadał nam o okolicy. Pozdrawiamy.

Zdjęcie z rejsu

Z informacji dla tych żądnych większych przygód, w mazurskich portach można wypożyczyć łodzie bez uprawnień. Właściwie wystarczy mieć prawo jazdy i znać zasady ruchu drogowego. My pominęliśmy, ale może kiedyś...

Wracając do wcześniej wspomnianego mostu obrotowego, otwierany jest on co godzinę dla ruchu lądowego i co godzinę dla ruchu wodnego. Przed wjazdem są informację, czy mostem akurat możemy przejechać, czy musimy jechać objazdem. Niemniej polecam choć raz się nim przeprawić na drugi brzeg. Z ciekawostek: most obsługuje jedna osoba, a jego zamknięcie, czy otwarcie zajmuje jej kilka minut.

Będąc w Giżycku, uparłam się na odwiedzenie okolicznej wieży ciśnień, na której szczycie znaleźć można świetny punkt widokowy i bardzo nastrojową kawiarenkę. Wstęp był dosyć tani, a pejzaże robiły wrażenie, szczególnie widok na jezioro Niegocin.

Wieża ciśnień Giżycko

Kawiarnia na najwyższym poziomie

Widok z wieży ciśnień

W Giżycku polecamy też twierdzę Boyen. Jest to największy zabytek na Mazurach, który powstał w XIX wieku i pełnił funkcję fortu blokującego strategiczny przesmyk między jeziorem Niegocin i Kisajno. Twierdza przygotowana była dla 3000 żołnierzy. Całość ma kształt sześcioboku, cztery bramy i szalenie długi mur. Polecamy zwiedzać z przewodnikiem, choć indywidualnie również można. Przy kasie biletowej dostaje się mapkę fortyfikacji i rozpoczyna się spacer. Dostępne są trzy główne trasy, od najkrótszej, do najdłuższej. My spędziliśmy na miejscu jakieś dwie i pół godzinki, i pewnie chodzilibyśmy dłużej, gdyby młodsza latorośl nam nie wymiękła.


Twierdza Boyen










Zaraz obok Boyen znajdziecie Park Linowy Wiewióra, który między drzewami rozciągniętych ma pięć tras w różnym poziome trudności. Dziewczynki są małe, więc poszły na na ten najbardziej bezpieczny, okolony siatką. (Na trasie malucha mogą bawić się dzieci już od 3 lat.) Z mężem mieliśmy 70 minut świętego spokoju, a one czerwone z wysiłku i radości policzki. Swoją drogą, gdy tylko młoda zobaczyła trasę, od razu odzyskała siły. Szkoda, że na nas ta magia "placów zabaw" już nie działa. 😂

Gdy pogoda nie dopisywała, a najbliższą okolicę mieliśmy już plus minus zwiedzoną, pojechaliśmy do Mikołajek, gdzie przeszliśmy się wzdłuż portu, miedzy uliczkami i rzecz jasna odkryliśmy nowy plac zabaw.

Mikołajki

W drugiej połowie wyjazdu pogoda poprawiła się i zagnała nas na plażę w Wilkasach. Tam był czas na rowerku wodnym, fortyfikacje z piasku, długaśne godziny radosnego rozmaczania się w wodzie i cenne dla tych starszych minuty w cieniu okolicznego drzewka. (My z tych bardziej cieniolubnych. - Ściskam wylegujących się na słonku. ;) ) Cień jednak nie uchronił mnie przed spaleniem ramion i dekoltu, które to części ciała nie były zanurzone pod wodą podczas pilnowania pluskających się dzieciaków. Trudno.🙈


Jak widzicie, nasz urlop nie był ani zbyt leniwy, ani zbyt intensywny. Powiedziałabym, że w sam raz dla nas i przecież o to właśnie chodzi. Jesteśmy całkiem zadowoleni. Dzieci miały możliwość spędzenia z nami pełnego wymiaru czasu, a my z nimi, i to właściwie było w tym wszystkim najlepsze. Nikt nie musiał iść do pracy, zajmować się obowiązkami, czy jakimiś innymi zupełnie nie urlopowymi rzeczami. Z żalem wróciliśmy do domu i codzienności. Teraz z utęsknieniem będziemy wyglądać kolejnego wyjazdu.

Gorące pozdrowienia!

Komentarze

Popular posts

5 sposobów na okładkę książki.

Dziś mam dla Was kilka propozycji na ciekawe obłożenie książek. 😄 Zacznijmy jednak od tego, po co właściwie się w to bawić.  1. W pierwszej kolejności pomyślmy o książce, po którą sięgamy szczególnie często. Macie taką? Jej fabryczna okładka zapewne jest już nieco powyginana, obdarta i wypłowiała, prawda? Patrząc na nią masz wrażenie, że za niedługo się rozpadnie albo jest na tyle nieestetyczna, że chowasz ją w najmniej widocznym miejscu, żeby nie szpeciła cennego księgozbioru. 2. Drugim przypadkiem, kiedy okładka na książkę może się przydać, jest nasza prywatność. Przecież nie zawsze masz ochotę, żeby wszyscy widzieli, co czytasz. Ma to zastosowanie w przypadku naszej biblioteczki oraz gdy zabierasz książkę do pociągu, czy autobusu. Uniknij ciekawskich, czy zbulwersowanych spojrzeń i daj sobie nieco przestrzeni. 3. Masz dzieci w wieku szkolnym? Chcesz, by ich podręczniki były zabezpieczone, a jednocześnie niepowtarzalne? Świetnie. Zafunduj im piękne, indywidualne o

W słońcu Dubaju. Agent Kelly. Tom 1 - Magoska-Suchar Monika

Najnowsza powieść Moniki Magoskiej-Suchar wpadła mi w oko jeszcze przed premierą. Opis zachęcał, obiecywał przygodę, oderwanie od rzeczywistości. Gdy tylko przyszła pora, książka „W słońcu Dubaju” przyjechała do mnie z popularnej księgarni internetowej , by przenieść mnie do świata pełnego przepychu, bogactwa i intryg. „W słońcu Dubaju” jest pierwszym tomem serii o agencie specjalnym Peterze Kelly. Peter aktualnie pracuje pod przykrywką jako ambasador Stanów Zjednoczonych w Emiratach Arabskich. Jego najważniejszym celem jest przejęcie tajnej broni o nazwie Promień. Gdy wpada na jego ślad, na swojej drodze spotyka piękną księżniczkę Safiję oraz jedną z najniebezpieczniejszych organizacji terrorystycznych. Ta misja przypominałaby zapewne setki poprzednich, gdyby nasz agent nie stracił głowy dla arabskiej piękności. Safija ma jeden cel, uciec przed całą gromadą licytujących się o jej rękę mężczyzn i zacząć nowe życie, w którym w końcu mogłaby decydować o sobie. Niespodziewanie nasi boha

Tylko martwi nie kłamią Katarzyna Bonda

Są książki, które wsysają czytelnika od pierwszej strony. Są takie, które robią to znacznie później i takie, które w ogóle takiego talentu nie posiadają. Oczywiście nie zależy to jedynie od powieści, ale również czytelnika i jego upodobań.  Tylko martwi nie kłamią Katarzyny Bondy wciągnęła mnie dopiero około 50 strony. Początek wymagał ode mnie samozaparcia. Strasznie go męczyłam, przechodząc po kilka, kilkanaście stron. Nawet mój mąż zauważył, że coś jest nie tak, gdy powieść zajmowała swoje honorowe miejsce "obecnie czytanej książki" już trzy dni, a zakładka między kartkami przesuwała się w ślimaczym tempie. Dla wyjaśnienia: książki, które wciągają mnie od razu, kończę w góra dwa dni. Summa summarum początek był niezwykle trudny. Nie wiem, czy chodzi o język, którym powieść została napisana, czy jakość wprowadzenia, a może moje osobiste samopoczucie spowodowane zmianą pogody. Naprawdę nie wiem. W każdym razie nie jestem przyzwyczajona do porzucania powieści na s