Przejdź do głównej zawartości

Bogini Oceanu P.C. Cast

Dziś powieść z kategorii romans fantasy, współautorki serii "Dom Nocy". Książka pełna magii i pięknych idei.

Christy Candy (CC) - niezależna singielka, nieco samotna i kochająca rośliny - w dniu dwudziestych piątych urodzin postanawia zmienić swoje życie. Pod wpływem chwili samotności i dwóch butelek szampana, odprawia rytuał do Bogini Gai, prosząc by ta wprowadziła do jej życia magię.

Dwa dni później CC wyrusza w trzymiesięczną podróż służbową. Niestety, a może stety, jej samolot rozbija się nad oceanem, a CC zamienia się ciałami z syreną Undine, tym samym przenosząc się do świata pełnego magii. Na jej nieszczęście okazuje się, że w głębinach wód czai się niebezpieczeństwo. By przed nim uciec, zwraca się po pomoc do Wielkiej Matki Gai, która rzuca na nią czar, zapewniający jej ochronę. Christy może schronić się na lądzie, lecz co trzecią noc musi powrócić do oceanu. Jedynym sposobem na zostanie w pełni człowiekiem, jest spotkanie mężczyzny, który zaakceptuje jej obie natury - wodną oraz lądową. Celem CC staje się prawdziwa miłość. Ale co będzie, jeśli zamiast człowieka, pokocha trytona?

Bogini Oceanu jest cudownie napisanym romansem fantasy. Książkę dobrze się czyta, a historia wciąga głęboko. Każda kolejna strona podsyca apetyt na więcej.

Osobiście bardzo lubię wątki greckich bogów w powieściach, Tutaj mamy do czynienia z nietypową ich wersją. Bogowie są przede wszystkim dobrzy i mądrzy, nie tak kapryśni, jak w pierwotnych mitach.

Jest również sporo magii i pięknie narysowany morski świat, w który wkracza się z przyjemnością.

Ważnym aspektem powieści jest wątek przyjaźni. Opowieść o kobiecej więzi i wewnętrznym pięknie. Autorka stara się udowodnić, że nie tylko zewnętrzne aspekty budują piękno i w pełni się z nią zgadzam. Ponadto roztacza przed czytelnikiem cudowną wizję, w której każda kobieta ma w sobie magię i część mocy Wielkiej Bogini. Cudowna koncepcja prawda?

Większa część akcji rozgrywa się w średniowieczu, kiedy kobiety były zniżone do roli posłusznej żony, matki i oddanej kościołowi katoliczki. Piękno było piętnowane, przedstawiane jako coś nieczystego, jako pokusa z którą należy walczyć, a przede wszystkim bać się jej. Bardzo ciekawie było obserwować duszę kobiety współczesnej, niezależnej i silnej, która zostaje wrzucona w taki świat i ma ograniczone pole do obrony (chyba, że chce zostać uznana za sługę szatana).

Wątek romansu również był przyjemny w odbiorze, choć mam wrażenie, że autorka lekko się zagalopowała w idealizowaniu związku CC z trytonem. Chociaż z drugiej strony, początki zawsze są słodkie, a osoby zakochane patrzą na siebie przez pryzmat różowych okularów, w dużym stopniu idealizując swoją drugą połówkę.

Sceny erotyczne były delikatne i całkiem ładnie opisane. W żadnym wypadku nie wulgarne, niezbyt szczegółowe (w niektórych momentach miałam problem, by nadążyć co się dzieje i jak). Były za to zdecydowanie słodkie i romantyczne - może nawet za bardzo, ale pewnie niepotrzebnie się czepiam.

Do końca książki dotarłam bardzo szybko i im bliżej końca byłam, tym bardziej nie chciałam do niego dotrzeć. Zakończenie historii okazało się nieprzewidywalne,  piękne i zdecydowanie wzruszające (tak, uroniłam kilka łez).

Po lekturze mam ochotę rzucić się na kolejną część z serii Wezwanie Bogini, ale niestety okazuje się, że nie ma polskich wydań. Straszna szkoda. W każdym razie polecam Boginię Oceanu. Chyba że ktoś nie lubi nieco przesłodzonych romansów fantasy z delikatną nutką erotyki (czyt. bajek dla dużych dzieci). W takim wypadku doradzam poszukanie czegoś innego.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

365 dni – „Ojciec Chrzestny i 50 Twarzy Greya w jednym” Czyżby?

Dziś nadszedł czas na recenzję "365 dni" autorstwa Blanki Lipińskiej.
Okładka wpadła mi w oko, w jednej z internetowych księgarni. Z ciekawości kliknęłam i przeczytałam opis, który wzbudził moje zainteresowanie. Postanowiłam zapoznać się z opiniami. Większość okazała się bardzo pozytywna. Zatem zaryzykowałam.
W moim czytelniczym umyśle zrodziły się wielkie nadzieje dotyczące tej pozycji. Szybko kończyłam czytaną książkę, by sięgnąć po „365 dni”. W końcu nadszedł upragniony moment i… No cóż, lekko się zawiodłam.
Spodziewałam się erotycznego romansu z ciekawą akcją w tle. Niby to dostałam. Niestety nie dotarłam do czytelniczego spełnienia, na jakie miałam nadzieje. Podejrzewam, że po prostu zbyt dużo oczekiwałam. Sądziłam, że cała historia mnie porwie, że poczuję magię i wzajemne przyciąganie pomiędzy bohaterami. A tymczasem zderzyłam się z rzeczywistością, która zapewniła mi niemałe rozczarowanie.
Podczas czytania tyle rzeczy kuło mnie w oczy, że aż trudno mi wybrać, co najb…

Kłamiesz mnie. - Czy tylko mi rączki opadają?

Dziś trochę o popularnych błędach językowych. Na wstępie zaznaczę, że nie chcę tym postem nikogo obrazić, ani dyskryminować z powodu niepoprawności językowej. Zdaję sobie sprawę, że niektóre potknięcia związane są z niewiedzą. Bywa, że ja też nad niektórymi słowami/zwrotami muszę się chwilę zastanowić i także mnie zdarzają się potknięcia słowne, dlatego jestem daleka od rzucania kamieniem.Niemniej jednak pewne kwestie wzbudzają we mnie silne emocje i nimi właśnie jest przesycony tekst. Z góry za to przepraszam. W każdym razie moim zamiarem jest raczej zwrócenie uwagi na pewne niepokojące rzeczy i zachęcenie do dbania o język. Bo skoro mamy swój, którego nasi przodkowie tak zajadle bronili podczas zaborów, czy nie powinniśmy o niego dbać? Moja postawa jest bardzo patriotyczna, ale czy nie taka powinna właśnie być?

Bezbłędny thriller! - "Żmijowisko" Wojciecha Chmielarza

Kupiłam, bo słyszałam dużo dobrego. Ale jak to bywa, po drodze była cała kolejka książek do przeczytania, więc Żmijowisko musiało poczekać. Jak widać doczekało się i powiem jedno: To jeden z najlepszych thrillerów, jakie czytałam. Książka całkiem zasłużenie trafiła na listę bestsellerów serwisu Audioteka, Empiku i Magazynu Literackiego KSIĄŻKI , a przez Newsweek została uznana za jedną z najlepszych powieści na lato. Na rynku pełno jest pozycji, które możemy określić ledwie jako "kolejny romans", czy "kolejny kryminał". W tłumie innych książek nie wyróżniają się niczym szczególnym. Żmijowisko z pewnością do nich nie należy. Pierwszą rzeczą, która mi się spodobała, był sposób na opowiedzenie historii. Wojciech Chmielarz robi to w trzech ramach czasowych. Trzeba wiedzieć, że cała fabuła kręci się wokół zaginięcia młodej dziewczyny, Ady. Nastolatka znika podczas wakacyjnego wyjazdu. Autor dawkuje czytelnikowi całą opowieść w małych porcjach. Najpierw kawałek teraźniejszo…