Miłość przychodzi niespodziewanie. - Opowiadanie.

Z okazji Walentynek, przygotowałam dla Was coś specjalnego!
W prezencie na Święto Zakochanych, napisałam opowiadanie.
Historia oczywiście jest o  miłości, a konkretnie o tym, że miłość przychodzi do nas bez zapowiedzi. Nawet wtedy, gdy już tracimy nadzieję, wszystko może się zdarzyć. Moi kochani, nigdy nic nie wiadomo. ☺
Zatem miłego czytania i dajcie znać, czy się podobało.😉


Miłość przychodzi niespodziewanie.

Było mroźne popołudnie 14 lutego. Sylwia nienawidziła tej daty. Idąc jedną z głównych ulic miasta, spoglądała na wystawy pełne rażącej czerwieni. Czuła się osaczona przez serduszka, urocze misie i amorki. Gdzie nie spojrzała, widziała uśmiechnięte pary, trzymające się za ręce. Co jakiś czas patrzyli sobie w oczy. Wyglądali na szczęśliwych. Nie sprawiali wrażenia, że marzną, tak jak ona. Zazdrościła im, jednocześnie wściekając się na swoje beznadziejne samotne życie.

Miała 27 lat i według swoich rodziców, była już starą panną. Ale czy to jej wina, że nie miała szczęścia w miłości? Przecież nie chciała być sama, ale miała do wyboru to, albo wybranie jednego z facetów, którzy stanowczo nie byli dla niej. Kiedyś na przykład spotykała się z  niezwykle przystojnym, młodym przedsiębiorcą. Miała nawet wrażenie, że go kocha i była gotowa na wiele, byle by tylko byli szczęśliwi. Jednak cóż z tego, skoro on nie chciał zrobić kolejnego kroku? Dziewczyna – ok, ale żona już nie. Jak twierdził, bał się odpowiedzialności i nie był gotowy na stanie się głównym żywicielem rodziny. Kiepska wymówka prawda? A ona na niego czekała. Czekała pełne dwa lata, aż do jego trzydziestych urodzin. Wtedy dotarło do niej, że on z całą pewnością nie zamierzał się ustatkować. Miała 25 lat i zupełnie inne plany, co do swojego życia. Postawiła przed nim ultimatum. I tak to się skończyło.

Kolejny był główny księgowy. Świetna partia. Miał stabilną, dobrze płatną posadę, własny dom i nowiutki samochód. Był ziszczeniem marzeń większości kobiet. Ba, nawet otwarcie twierdził, że szuka partnerki na całe życie, a jego główną kandydatką była właśnie Sylwia. Szkoda jednak, że kompletnie nie dbał o to, czego ona chce i co myśli. Liczyło się tylko jego zdanie. Był słodki, dobry i hojny, ale tylko wtedy, gdy mu potakiwała, głaskała i wchodziła w cztery litery. W przeciwnym razie miał humory i czepiał się byle czego. Po pewnym czasie uznała, że spędzenie życia z rozpieszczonym narcyzem nie wchodzi w grę – nawet jeśli miał dom i pieniądze.

Od tamtego czasu rzadko pojawiała się w domu. Jej rodzice, a szczególnie matka, nie potrafili pogodzić się z jej niezrozumiałą decyzją i przy każdej wizycie nie omieszkują wytknąć jej głupoty. W dodatku mama, co rusz starała się podsuwać jej nowych kandydatów. Ostatnio, podczas wizyty świątecznej, została postawiona przed synem sołtysa sąsiedniej wsi i zmuszona do spędzenia z nim nudnego wieczoru. Nie chodziło o to, że chłopak był zły, niemiły, czy nieatrakcyjny, ale o to że i tak nie zamierzała zrezygnować z życia w mieście. Oczywiście od razu poinformowała o tym swojego towarzysza, który dzielnie zniósł jej brak zainteresowania głębszą znajomością.

Po powrocie z aranżowanej randki, kolejny raz próbowała przemówić rodzicom do rozsądku, tłumacząc, że nie zamierza szukać męża na siłę i nie życzy sobie by oni robili to za nią. Sylwia głęboko wierzyła, że by stanąć na ślubnym kobiercu, najpierw należy się zakochać. A tego akurat nie doświadczyła jeszcze nigdy. W każdym razie nie miała zamiaru wychodzić za mąż za kogoś, kto jej nie odpowiada i z kim będzie się męczyć. W końcu to na całe życie prawda?

I tak nadeszło kolejne święto zakochanych. Sylwia jeszcze rano była przekonana, że spędzi dzisiejszy wieczór samotnie, w swoim łóżku, w towarzystwie butelki lub dwóch półsłodkiego wina i jakiegoś dobijającego książkowego romansu. Wszystko zmieniło się około południa, kiedy jej przyjaciółka, a jednocześnie szefowa, poprosiła ją do swojego gabinetu.

- Musisz mi pomóc. – Eliza patrzyła na nią błagalnie, sprawiając wrażenie osoby zapędzonej w kozi róg.

- Pewnie. Co się stało?

- Siadaj. Potrzebuję twojej przysługi. – Odczekała chwilę, aż Sylwia spełni jej prośbę, po czym kontynuowała. – Mama dzwoniła, że Marieta bardzo źle się czuje. Ma bardzo wysoką gorączkę i ciągle płacze. Adam ma popołudniowe spotkanie z jakimś ważnym klientem i dlatego zależy mi żeby zaraz po pracy wrócić do domu.

- To zrozumiałe.

Na miejscu Elizy, Sylwia też chciałaby być jak najszybciej przy swoim chorym dziecku. Oczywiście, gdyby je miała.

- Problem w tym, że dziś ma przyjechać mój kuzyn. Jest prawnikiem i ostatnio zastanawia się, czy nie przenieść tu swojej praktyki. W każdym razie obiecałam, że spędzę z nim popołudnie i pokażę miasto. Zaprosiłabym go do siebie, ale Marieta… Och… Strasznie nie chcę wystawić go do wiatru. On tu nikogo nie zna. – Dokończyła rzewnym westchnieniem.

Sylwia zmarszczyła brwi. Jeśli dobrze rozumiała, Eliza miała zamiar poprosić ją, żeby stanowiła jej zastępstwo.

- Słuchaj… Pomyślałam sobie, że może ty byś poszła za mnie. Eryk jest bardzo miły, naprawdę. – Spojrzała na nią błagalnie. – No chyba, że masz inne plany… - Zrekompensowała się szybko, źle interpretując zmieszaną minę Sylwii.

- Nie o to chodzi. To znaczy, nie ma problemu, mogę iść… - W odpowiedzi Eliza podskoczyła radośnie na swoim skórzanym fotelu. – Ale czy to nie będzie wyglądać dziwnie?

- Dziwnie? – Jej szefowa zmarszczyła brwi.

- No wiesz. Jak randka… Dzisiaj są walentynki i…

- Och, daj spokój. – Eliza machnęła na nią ręką. – Przecież wszystko mu wyjaśnię. Potraktuj to, jak kolację biznesową. Wyświadczasz mi przysługę i nic więcej. W każdym razie obiecuję ci, że nie będziesz się nudzić. - Trajkotała z zadowoloną miną. – A nawet jeśli, to daj mu godzinę forów. Jeśli po tym czasie będziesz chciała uciekać, umówimy się na akcje ratunkową. – Sylwia posłała jej spojrzenie pełne niezrozumienia. – Oj, no wiesz. Wychodzisz do toalety, piszesz do mnie sms, że masz dość, a ja za 10 minut dzwonię, podając się za twojego sąsiada, któremu zalewasz mieszkanie. Może być?

- Hmm… No dobrze. – Sylwia westchnęła, czując się z jakiegoś powodu pokonana. - To powiedz mi, gdzie i o której mam się z nim spotkać?

💚💚💚

Właśnie dochodziła piąta. Eryk siedział przy stoliku, który zapewniał najwięcej prywatności w całej restauracji. Miejsce znajdowało się w kącie sali, dodatkowo osłonięte parawanami. Jedyne źródło światła stanowiła lampka w czerwonym, papierowym kloszu, wisząca nad jego głową oraz wysoka świeca na jego środku stolika. Na wewnętrznej stronie parawanów, rozwieszone były papierowe, bordowe serduszka, poprzeplatane finezyjnymi piórkami w tym samym kolorze. Eryk czuł się nieco nieswojo w tak romantycznym otoczeniu, szczególnie że miał się tu spotkać z zupełnie obcą kobietą.

Nerwowo zerknął na zegarek i pomyślał, że jeśli jest punktualna, zaraz powinna się zjawić. Jednocześnie w myślach wygłaszał tyradę do swojej kuzynki. Co ona sobie myślała, żeby go stawiać w takiej sytuacji! Nie dość, że zarezerwowała TAKI stolik (a znając ją, był pewny, że zrobiła to z czystą premedytacją), to jeszcze rzuciła mu w twarz zmyśloną bajeczką, że jej córka jest chora. Wiedział, że to kłamstwo, ponieważ od razu po jej telefonie, skontaktował się z ciotką, która kategorycznie zaprzeczyła całej historii. Oczywiście chciał to wyjaśnić z Elizą od razu, ale ta już nie odbierała jego telefonów.

Eryk dobrze znał swoją kuzynkę. Wiedział, że zrobiła to specjalnie. Za wszelką cenę chciała znaleźć dla niego dziewczynę. Nie chodziło o to, że on nie chciał. Miał 33 lata i był już gotowy, żeby założyć rodzinę. Jednak co z tego, skoro do tej pory nie spotkał na swojej drodze odpowiedniej kobiety?

Po nieudanych próbach kontaktu z Elizą, miał ochotę zrobić jej na złość i nie przyjść w ustalone miejsce. Ostatecznie jednak stwierdził, że nie dotknąłby tym jedynie Elizy, ale także jej przyjaciółkę, która zdawała się nieświadoma całego misternego planu. Z resztą nie zasłużyła na takie potraktowanie, a jego wspaniałomyślna kuzynka nie była na tyle miła, by udostępnić mu jakikolwiek kontakt do owej koleżanki. W związku z tym nie mógł jej uprzedzić, że się nie zjawi. Wiercił się więc na krześle w zacisznym koncie restauracji, modląc się, żeby jego dzisiejsza towarzyszka nie okazała się pustą lalą, która nie potrafi usiedzieć pięciu minut ciszy, bez potrzeby zapełniania jej bezsensowną paplaniną.

Eryk poczuł się jeszcze bardziej niepewnie, gdy usłyszał odgłos obcasów na posadce, przebijający się przez gwar restauracyjnych rozmów. Pierwsza w zasięgu wzroku pojawiła się znajoma mu już kelnerka, dzierżąca w dłoni dwa, opasane w skórzane oprawy, menu. Uśmiechnęła się do niego uprzejmie, po czym obróciła do stojącej za nią osoby.

Eryk, pamiętając o dobrych manierach, wstał by przywitać się ze swoją dzisiejszą towarzyszką. Kiedy tylko kelnerka odsunęła się nieco, by zrobić dla niej przejście, Eryk zaniemówił. Właśnie stała przed nim najpiękniejsza dziewczyna, jaką w życiu widział (a widział wiele).

Jej szczupłą, owalną twarz, okalały proste włosy w kolorze słomkowego blondu, które idealnie wręcz pasowały do jej niezwykłych szafirowych oczu. Na sobie miała prostą, elegancką sukienkę do połowy uda, która wspaniale podkreślała jej szczupłą figurę. Uśmiechnęła się do niego niepewnie, swoimi pełnymi, różowymi ustami powodując, że zaschło mu w ustach.

- Przepraszam za spóźnienie. Chodniki są bardzo śliskie, a obcasy wcale nie są pomocne w takich warunkach. – Stwierdziła uroczo zmieszana, a Eryk pomyślał, że gdyby miał na nią czekać choćby z godzinę dłużej, byłoby warto.

- Nic nie szkodzi. Prawdę mówiąc nawet nie zauważyłem. Jestem Eryk.

- Sylwia.

Podała mu dłoń, którą z chęcią przyjął, by na jej wierzchu złożyć delikatny pocałunek.

- Miło mi cię poznać. – Powiedział całkiem szczerze, spoglądając na nią spod ciemnych rzęs.

💚💚💚

Sylwia w życiu nie pomyślałaby, że spędzi tak cudowny wieczór, w tak miłym towarzystwie. Prawdę mówiąc, gdy stała przed restauracją, przez chwilę miała ochotę uciec. Cieszyła się jednak, że tego nie zrobiła. Stawała się coraz bardziej zdenerwowana, gdy kelnerka prowadziła ją w najodleglejszy koniec sali. Podeszły do stolika, który był niemal całkowicie osłonięty przed oczami innych. Dziwne, że właśnie takie miejsce wybrała Eliza na spotkanie z kuzynem…

Gdy kelnerka zrobiła jej przejście, stanął przed nią przystojny brunet, w idealnie skrojonej marynarce. Kiedy się do niej uśmiechnął, zauważyła w kącikach jego oczu drobne zmarszczki, które tylko dodawały mu uroku. Poczuła się jakoś nieswojo i nie wiedząc dlaczego, zaczęła opowiadać mu o swoich trudnościach związanych z obcasami… Miała ochotę strzelić się w czoło, za ten bezsensowny komentarz. Z pewnością pomyślał, że jest jakąś niedorobioną pokraką.

Ku jej wielkiemu zdziwieniu, nie wyśmiał jej. Zamiast tego uprzejmie się przedstawił. Zrobiła to samo, automatycznie podając mu rękę. Omal nie usiadła ze dziwienia, gdy ujął jej dłoń i delikatnie ucałował. Do tej pory nie spotkała jeszcze mężczyzny w jego wieku, który by to robił. Eryk spojrzał na nią przy tym w sposób, który wywołał przyjemny dreszcz w jej cele. W dodatku po chwili pomógł jej zająć miejsce, odsuwając dla niej krzesełko. Czyli jednak dżentelmeni nie wyginęli… Co więcej jeden z nich właśnie miał zamiar zjeść z nią kolację.

Rozmowę rozpoczęli od niezobowiązującej pogawędki i wyboru dań. Późnej Sylwia opowiedziała mu o pracy z Elizą i swoim mieszkaniu, które dzieliła z dwoma współlokatorkami. W pewnym momencie zorientowała się, że cała rozmowa kręci się tylko wokół niej. Postanowiła szybko to zmienić.

- Eliza wspominała, że chcesz się tutaj przenieść. – Zaczęła delikatnie.

- Tak. Myślałem o tym. Zawsze lubiłem to miasto. Dobrze mi się kojarzy. I wydaje mi się, że potrzebuję zmiany otoczenia.

- Nie boisz się?

- Czego? – Wydawał się zaintrygowany jej pytaniem.

- Że ci się nie uda, że nie znajdziesz klientów. – Wzruszyła ramionami.

- Nie. To znaczy ryzyko zawsze istnieje, ale ten kto nie ryzykuje, nic nie ma. Jeśli chodzi o klientów, to myślę, że nie będzie problemu. Konkurencja co prawda jest duża, ale nie chwaląc się, jestem całkiem niezły w tym co robię.

Sylwia pomyślała, że oto siedzi przed nią odważny, przedsiębiorczy i dobrze wychowany mężczyzna. W dodatku czas z nim spędzony wydawał jej się niezwykle przyjemny. Być może właśnie dlatego zaproponowała mu pomoc.

- W takim razie jeśli się zdecydujesz, z chęcią pomogę ci znaleźć lokal i pozałatwiać formalności. – Uśmiechnęła się zachęcająco, mając nadzieję, że zbytnio się nie narzuca.

- Z miłą chęcią skorzystam. Właściwie – Posłał jej psotne spojrzenie. – miałbym ochotę podkraść cię mojej kuzynce, ale obawiam się, że długo bym wtedy nie pożył.

- Pochlebiasz mi, ale myślę, że nieco mnie przeceniasz. – Zmieszała się lekko.

- Znam Elizę i wiem, że mam rację. Żeby u niej pracować, musisz być dobra w tym, co robisz. Chociaż może to i lepiej, że jest jak jest. Z taką asystentką, nie mógłbym się skupić na pracy. – Uśmiechnął się szelmowsko, wywołując rumieniec na policzkach Sylwii.

Nie wiedziała, co ma mu odpowiedzieć. Zwykle nie miała problemów z przyjmowaniem komplementów. Wielu klientów ich firmy nie szczędziło jej pochwał. Eryk jednak w pewien sposób ją onieśmielał. Powodował, że jej serce przyśpieszało.

- Wiesz… - Odezwał się pierwszy, przyciągając jej spojrzenie. – Cieszę się, że Eliza nie mogła przyjść.

Dotknął jej dłoni, swobodnie leżącej na stoliku, wywołując pod jej skórą przyjemne mrowienie. Spojrzała na niego. Twarz miał całkowicie poważną, a oczy szczere i błyszczące. Jej odpowiedź mogła być tylko jedna.

- Ja też.

💚💚💚

Wieczór przeciągnął się bardziej, niż Eryk się spodziewał. Ale jak mogło być inaczej, skoro spędzał go w tak przyjemnym towarzystwie. Gdyby mógł, wcale nie kończyłby tej kolacji. Wolałby siedzieć przy dogasającej już świecy i obserwować odbicie jej płomienia w oczach swojej pięknej towarzyszki. Nie tylko patrzenie na nią sprawiało mu przyjemność, ale o dziwo cała rozmowa okazała się bardzo wartościowa. Ani przez chwilę się nie nudził, nawet na jedną sekundę nie wywołała jego rozdrażnienia. Była piękna niczym bogini, mądra i uprzejma. Czy potrzebował czegoś jeszcze?

Z przyjemnością obserwował, jak opuszcza ją początkowa nieśmiałość i staje się pewną siebie kobietą. Obie jej odsłony były urocze, ale ta późniejsza zdecydowanie bardziej mu się podobała. Stała się sobą, była rozluźniona, co sprawiało mu dziwną przyjemność. Nie była też ani trochę nudna. Zaimponowały mu jej umiejętności negocjacyjne, podczas małej batalii o rachunek, który z trudem udało mu się zapłacić. Z każdą chwilą coraz bardziej ją lubił i z każdą chwilą coraz trudniej mu było przestać myśleć o jej pełnych, różowych ustach.

Eryk uparł się, że odwiezie ją do domu. Nie wypadało przecież, żeby wracała sama. W zgodzie ze swoim wychowaniem, zaproponował jej ramię, gdy opuszczali restaurację. Uśmiechnął się z zadowoleniem, gdy je przyjęła.

Paręnaście metrów dalej, Sylwia poślizgnęła się na oblodzonym chodniku, tracąc równowagę. Eryk złapał ją mocniej, starając się uchronić ją przed upadkiem. Pewnym, silnym ruchem przyciągnął ją do siebie i zamknął w objęciach. Spojrzała na niego zdezorientowana, oddychając szybko. Zanim zdążyła dojść do siebie i uwolnić się od rozgrzewającego dotyku jego ramion, pochylił się i złożył na jej ustach delikatny pocałunek.

Sylwia miała zdecydowanie najsłodsze usta, jakie kiedykolwiek całował. Pasowała do jego ciała, jak żadna inna i wcale nie miał ochoty jej puszczać. Wiedział jednak, że w końcu musi się odsunąć. Gdy to zrobił, spojrzała na niego swoimi szafirowymi, błyszczącymi oczami i wyszeptała słodkie:

- Dziękuję.

- Cała przyjemność po mojej stronie. – Uśmiechnął się z zadowoleniem, powoli przesuwając dłonią po jej policzku.

Pod jej dom dojechali w milczeniu. Nie była to jednak niezręczna cisza, lecz lekkie, wzajemne porozumienie.

Zgasił silnik i wysiadł, żeby otworzyć przed nią drzwi. Podał jej rękę, pomagając wysiąść. Robił to z przyjemnością. Każdy jej dotyk był dobry.

- Dziękuję. To był bardzo miły wieczór.

- To ja dziękuję. – Ucałował jej dłoń, którą nadal trzymał w swojej. – Co byś powiedziała, gdybyśmy to powtórzyli?

- Z chęcią. – Zgodziła się z nieziemskim uśmiechem.

Chciał być dżentelmenem, naprawdę. Wiedział, że na tym powinno się zakończyć ich pożegnanie. Niestety nie mógł się powstrzymać, by znowu nie skosztować jej ust. Tym razem jednak pogłębił pocałunek, a ona odpowiedziała z pełnym zaangażowaniem.

Z trudem wypuścił ją z ramion. Później stał oparty o samochód, obserwując jak odchodzi w kierunku drzwi. Patrzył jak kobieta, która przywróciła mu nadzieję, że i on może znaleźć szczęście, znika mu z oczu. I wiedział, że już podjął ostateczną decyzję o przeprowadzce.

Komentarze

Popularne posty