Przejdź do głównej zawartości

Serce z cierni - Bree Barton

Serce z cierni - Bree Barton - Wydawnictwo Kobiece

Sięgając po „Serce z cierni”, możemy być pewni, że mamy do czynienia z całkiem niezłą fantastyką. Wydaje mi się, że tematyka i atmosfera powieści może podobać się szerokiemu gronu odbiorców. Choć jeśli miałabym określić konkretną grupę docelową, uznałabym, że książka kierowana jest głównie do młodzieży, a jeszcze ściślej do jej żeńskiej części. Co oczywiście nie znaczy, że dorosły wielbiciel fantastyki nie może po nią sięgnąć. Wręcz przeciwnie – powinien i zaraz powiem wam dlaczego.
Już na wstępie poznajemy Mię. Dziewczyna ma 18 lat, jest półsierotą i ma siostrę o słabym zdrowiu, którą bardzo kocha. Od śmierci matki, czyli 3 lat, szkoli się na łowczynię czarownic. Jej celem nadrzędnym jest znalezienie zabójczyni matki, czyli najprostsza w świecie zemsta. Niestety jej ojciec niespodziewanie postanawia, że jej przyszłość będzie inna. Zostaje narzeczoną następcy tronu. Nasza Mia nie jest tym zachwycona. Książę Quinn, choć przystojny, wydaje się jej zimny i rozpieszczony.
Wszystko ulega zmianie w dniu jej ślubu. Szybko okazuje się, że dziewczyna należy do  grupy, której najbardziej nienawidzi, że sama jest czarownicą. Czytelnikowi przychodzi obserwować zmagania dziewczyny z nowo-odkrytą prawdą o samej sobie. Mia jest skołowana, ponieważ orientuje się, że wszystko, co jej wpajano od najmłodszych lat, jest zwykłym, okrutnym kłamstwem. Dodatkowo okazuje się, że sam książę nie jest tak nadęty i oschły, jak początkowo myślała. Odkrywa to podczas podróży do miejsca, które im obojgu ma zapewnić bezpieczeństwo.
Cała przygoda okazała się na tyle wciągająca, że przerobiłam całą książkę w ciągu doby i ani przez chwilę się nie nudziłam. A zakończenie! Tak, zakończenie bardzo dobre, naprawdę zaskakujące i przemyślane. W dodatku, co rzadko się zdarza słodko-gorzkie. Nie można powiedzieć, że wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Autorka wyszła w tej kwestii poza schemat i to jest naprawdę spory plus. W pełni doceniam.
Cały świat stworzony przez Bree Barton, jest spójny i logiczny, co jest naprawdę trudne do osiągnięcia i wymaga wiele pracy oraz uwagi autora. Dlatego jest niezwykle cenne, szczególnie w fantastyce.
Mamy cztery królestwa, krótką historię kraju w którym wychowuje się główna bohaterka oraz nakreśloną politykę panującego króla.
Magia oraz jej zasady również są spójnie przedstawione. Czarownicami mogą być wyłącznie kobiety. Według szerzonej propagandy, są ona niebezpieczne, a swoich mocy używają wyłącznie w złych celach. Mężczyźni się ich boją, w wyniku czego same przedstawicielki płci pięknej nie mają żadnych praw. Widzimy typowo męski świat, zdominowany przez typowych „Panów i Władców”. Innymi słowy, na tle ciekawej przygody mamy poruszony bardzo ważny temat. Pani Barton przypomina jak jeszcze niedawno były traktowane kobiety, że nie miały prawa głosu, często były prześladowane i uznawane za gorszy rodzaj człowieka. A już całkiem miały się kiepsko, jeśli były inteligentne i znały się na leczeniu (polowania na czarownice), albo miały odwagę by się zbuntować i spróbować zmienić otaczającą je rzeczywistość.
Co jeszcze jest warte pochwał? Skupianie się na sile miłości oraz całej gamie emocji, które towarzyszą ludziom na co dzień. Książka uparcie przekonuje czytelnika, że mimo ryzyka, warto zaufać swojemu sercu, że przede wszystkim warto czuć i słuchać intuicji. W żadnym wypadku nie należy tłumić swoich emocji i postępować wbrew sobie. Brzmi odrobinę tandetnie i patetycznie, ale jak się nad tym głębiej zastanowić, to może nie jest to wcale taka głupia rada?
Bohaterowie raczej dobrze skonstruowani, choć mnie osobiście sama Mia wydawała się nieco mało ciekawa. Dużo bardziej polubiłam księcia, który z każdym rozdziałem potrafił mnie zaskoczyć. Z zapartym tchem obserwowałam, jak z każdą chwilą coraz bardziej odkrywa prawdziwe ja.
Podsumowanie: Książka dobrze napisana i przetłumaczona. Płynnie i szybko się czyta. Cała historia wciąga i skłania do kibicowania bohaterom. Do ostatnich rozdziałów trudno przewidzieć, jak wszystko się skończy. Polecam gorąco zarówno młodzieży, jak i nieco starszym wielbicielom fantastyki.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

365 dni – „Ojciec Chrzestny i 50 Twarzy Greya w jednym” Czyżby?

Dziś nadszedł czas na recenzję "365 dni" autorstwa Blanki Lipińskiej.
Okładka wpadła mi w oko, w jednej z internetowych księgarni. Z ciekawości kliknęłam i przeczytałam opis, który wzbudził moje zainteresowanie. Postanowiłam zapoznać się z opiniami. Większość okazała się bardzo pozytywna. Zatem zaryzykowałam.
W moim czytelniczym umyśle zrodziły się wielkie nadzieje dotyczące tej pozycji. Szybko kończyłam czytaną książkę, by sięgnąć po „365 dni”. W końcu nadszedł upragniony moment i… No cóż, lekko się zawiodłam.
Spodziewałam się erotycznego romansu z ciekawą akcją w tle. Niby to dostałam. Niestety nie dotarłam do czytelniczego spełnienia, na jakie miałam nadzieje. Podejrzewam, że po prostu zbyt dużo oczekiwałam. Sądziłam, że cała historia mnie porwie, że poczuję magię i wzajemne przyciąganie pomiędzy bohaterami. A tymczasem zderzyłam się z rzeczywistością, która zapewniła mi niemałe rozczarowanie.
Podczas czytania tyle rzeczy kuło mnie w oczy, że aż trudno mi wybrać, co najb…

Kłamiesz mnie. - Czy tylko mi rączki opadają?

Dziś trochę o popularnych błędach językowych. Na wstępie zaznaczę, że nie chcę tym postem nikogo obrazić, ani dyskryminować z powodu niepoprawności językowej. Zdaję sobie sprawę, że niektóre potknięcia związane są z niewiedzą. Bywa, że ja też nad niektórymi słowami/zwrotami muszę się chwilę zastanowić i także mnie zdarzają się potknięcia słowne, dlatego jestem daleka od rzucania kamieniem.Niemniej jednak pewne kwestie wzbudzają we mnie silne emocje i nimi właśnie jest przesycony tekst. Z góry za to przepraszam. W każdym razie moim zamiarem jest raczej zwrócenie uwagi na pewne niepokojące rzeczy i zachęcenie do dbania o język. Bo skoro mamy swój, którego nasi przodkowie tak zajadle bronili podczas zaborów, czy nie powinniśmy o niego dbać? Moja postawa jest bardzo patriotyczna, ale czy nie taka powinna właśnie być?

Bezbłędny thriller! - "Żmijowisko" Wojciecha Chmielarza

Kupiłam, bo słyszałam dużo dobrego. Ale jak to bywa, po drodze była cała kolejka książek do przeczytania, więc Żmijowisko musiało poczekać. Jak widać doczekało się i powiem jedno: To jeden z najlepszych thrillerów, jakie czytałam. Książka całkiem zasłużenie trafiła na listę bestsellerów serwisu Audioteka, Empiku i Magazynu Literackiego KSIĄŻKI , a przez Newsweek została uznana za jedną z najlepszych powieści na lato. Na rynku pełno jest pozycji, które możemy określić ledwie jako "kolejny romans", czy "kolejny kryminał". W tłumie innych książek nie wyróżniają się niczym szczególnym. Żmijowisko z pewnością do nich nie należy. Pierwszą rzeczą, która mi się spodobała, był sposób na opowiedzenie historii. Wojciech Chmielarz robi to w trzech ramach czasowych. Trzeba wiedzieć, że cała fabuła kręci się wokół zaginięcia młodej dziewczyny, Ady. Nastolatka znika podczas wakacyjnego wyjazdu. Autor dawkuje czytelnikowi całą opowieść w małych porcjach. Najpierw kawałek teraźniejszo…