Torba pęka w szwach, czyli co zabrać do szpitala

W trzecim trymestrze przychodzi pewien czas, kiedy należy przygotować torbę ze wszystkimi niezbędnymi rzeczami, które przydadzą nam się w szpitalu. Nie należy zwlekać zbyt długo. Proponuję zabrać się za to najpóźniej miesiąc przed. Pamiętajmy, że im wcześniej się spakujemy, tym lepiej. Przecież porody przed czasem się zdarzają, a nie byłoby komfortowo, gdybyśmy nie miały ze sobą nawet piżamki, czy ręcznika, nie wspominając już o ubranku dla dziecka.
Przed rozpoczęciem pakowania radziłabym zapoznać się z listą niezbędnych rzeczy, którą zwykle publikuje porodówka, w której planujemy rodzić. Chodzi o to, że co szpital, to obyczaj. W jednym trzeba mieć swoje kosmetyki do pielęgnacji noworodka, gaziki itp., a w innym nie, ponieważ takie rzeczy są zapewnione w ramach swego rodzaju wyprawki i opieki.
Poniżej publikuję i krótko omawiam mniej więcej uniwersalną listę rzeczy do spakowania. Spis ten powstał na bazie własnych doświadczeń, głębokich przemyśleń oraz realnego przygotowywania własnej torby.

NIEZBĘDNIK MAMY

Nie chcę nikogo straszyć,
ale to ledwie połowa wszystkich rzeczy.
To, co zwykle do szpitala, czyli:
PIŻAMA/KOSZULA NOCNA - I to nie byle jaka, bo najlepiej "specjalistyczna", z wycięciami ułatwiającymi karmienie piersią. Radzę zaopatrzyć się w co najmniej dwie sztuki. Trzeba pamiętać, że w szpitalu spędzimy w najlepszym wypadku trzy doby, więc przydałoby się mieć coś na zmianę.
SZLAFROCZEK - Ciuszek nieobowiązkowy, ale przydatny zwłaszcza w chłodniejsze pory roku.
KLAPKI - I takie pełniące role kapci i takie do kąpania, bo niestety ale pod publicznym prysznicem grzybica tylko czyha na nasze gołe, bezbronne stopy.
RĘCZNIK - Skoro się myjemy, to trzeba również się wytrzeć.
KOSMETYKI - No, tutaj każda wie czego potrzebuje, więc ograniczę się do wymienienia podstaw, czyli: mydło, krem do twarzy, szczoteczka do zębów, pasta do zębów, szampon, szczotka do włosów.
KUBEK ORAZ SZTUĆCE - Zależy od szpitala, ale w większości trzeba mieć swoje. Niestety.
PAPIER TOALETOWY - J.w., chyba że zamierzamy rodzić w prywatnej klinice.
WODA - Przyda się coś do picia. Szczególnie na początku. Jeden poród trwa chwilę, inny parę godzin. Nie ma co ryzykować odwodnieniem.
PRZEKĄSKA - J.w. Jeśli nie w trakcie porodu, to po nim, by choć trochę nabrać sił. Poza tym trzeba pamiętać, że w publicznych szpitalach mamy ledwie trzy, skromne posiłki.
TELEFON I ŁADOWARKA - Zawsze i wszędzie. Kontakt ze światem mieć trzeba. A i fotkę dzidziusiowi należy zrobić.
COŚ DLA ZABICIA CZASU - Książka, czasopismo, krzyżówka, cokolwiek. To tak w chwili nudy, pomiędzy snem, przebieraniem, karmieniem i gapieniem się na nasz nowy skarb.

To, co niezbędne po porodzie:
MAJTKI POPORODOWE - Nie niezbędne, ale naprawdę wygodne. Jednorazowe, albo wielorazowe, które można przeprać w rękach. Zwykle wykonane z siateczki, albo innego oddychającego materiału. Skonstruowane tak, by dobrze trzymały podkłady poporodowe. Najlepiej wybrać takie z wyższym stanem, w razie gdyby przydarzyła nam się cesarka (by brzegi majtek nie uwierały rany pod brzuchem). Oczywiście zamiast nich można spakować zwykłe, bawełniane majtki. Najlepiej nieco luźniejsze i bez dodatku sztucznych włókien, by zapewnić skórze swobodny dopływ powietrza.
PODKŁADY HIGIENICZNE IN. POPORODOWE - Czyli wielkie podpaski. No niestety trzeba się liczyć, że po 9 miesiącach względnego spokoju, powraca krwawienie z miejsc intymnych. Tym razem jednak nie związane z obumierającym, niewykorzystanym jajeczkiem, ale kurczącą się macicą i oczyszczeniem się naszych narządów rozrodczych. U jednych bardziej obfite, u innych bardziej skąpe. Utrzymuje się do kilku dni, także polecam mieć ze sobą co najmniej jedną paczkę takich pokładów.
PODKŁADY NA ŁÓŻKO - Czyli takie jednorazowe, do przewijania niemowląt. Chodzi o zabezpieczenie łóżka podczas porodu oraz po nim. Rozkładamy sobie takie coś pod pupą i zamiast materaca oraz pościeli, brudzimy podkład. Polecam mieć ze sobą minimum 5 szt. Jeśli coś zostanie, zawsze możemy wykorzystać w plenerze, czy w gościach, podczas przewijania niemowlaka.
BIUSTONOSZ DO KARMIENIA - Najlepiej mieć. Jest skonstruowany tak, by mieć łatwy dostęp do piersi, bez konieczności jego zdejmowania. Poza tym na początku możemy mieć niekontrolowane wycieki pokarmu z brodawki, a taki biustonosz chroni naszą koszulę nocną (w razie czego łatwiej go przeprać, co bywa konieczne, bo zepsute mleko, potrafi wydzielać brzydki zapach).
Najlepiej zaopatrzyć się w biustonosz bez fiszbin (nie uwiera). Jeśli chodzi o zakup to odradzam przed 33 tygodniem ciąży. Chodzi o dobór odpowiedniego rozmiaru. Po tym czasie obwód pod piersiami nie powinien już wzrosnąć. W wypadku miseczki przyjmujemy rozmiar +2, czyli jeśli mamy miseczkę B, to najlepiej kupić D. No nie czarujmy się, one urosną, a lepiej mieć trochę luźniej, niż uciskać piersi w zbyt małych biustonoszach i blokować pokarm.
WKŁADKI LAKTACYJNE - Jednorazowe lub wielorazowe. Wkładamy pomiędzy brodawkę, a miseczkę biustonosza. Tym sposobem skutecznie chronimy bieliznę przed zabrudzeniem i unikamy mokrych plam na ubraniu.

Inne propozycje:
KÓŁKO DO PŁYWANIA -  Rozmiar dziecięcy. Przydaje się, gdy zajdzie potrzeba nacięcia krocza. Podczas dochodzenia do siebie, ułatwia siedzenie na łóżku (rana tak nie boli). Oczywiście w razie czego, można dokupić później.

NIEZBĘDNIK NOWORODKA

"PAMPERSY" - Czyli pieluszki jednorazowe. - Niezbędne.
CHUSTECZKI NAWILŻANE - Najlepiej hipoalergiczne, od 1 dnia życia.
RĘCZNIK - Bobas jest myty podczas pobytu w szpitalu.
UBRANKA - Polecam pajacyki, albo śpioszki odpinane między nóżkami. Wtedy łatwo przebrać bobasa, czy choćby zmienić pieluszkę. Poza tym takie ubranka są wygodne. Trzeba pamiętać, że wszystko dla naszego dzieciątka jest nowe, dla nas z resztą też. Zatem warto sobie ułatwić sprawę. Na początek polecam trzy kompleciki. W razie czego zawsze można coś dowieść.
Śpioszki z kaftanikiem
CZAPECZKA - Przydaje się po kąpieli lub u noworodków, które mają problem z trzymaniem ciepła.
NIEDRAPKI - Specjalne mini-rękawiczki, zapobiegające drapaniu się dziecka pazurkami po buzi.
KOCYK/ROŻEK - Albo to i to.
PIELUSZKI TETROWE - Minimum dwie. Przydają się do chronienia ramienia przy odbijaniu, wycierania, czy opatulania.
KOSMETYKI (PŁYN DO KĄPANIA, MAŚĆ PRZECIW ODPARZENIOM, OCTANISEPT do przemywania pępuszka) - Nie w każdym szpitalu trzeba mieć. 
KOMPRESY GAZOWE I SÓL FIZJOLOGICZNA W AMPUŁKACH - Jałowe do przemywania oczek. - Nie wszędzie trzeba mieć.
Pajac
PATYCZKI DO USZU - Do czyszczenia okolic pępowiny.

Dla mam, które już na wstępie wiedzą, że nie będą karmić piersią:
BUTELKA NA MLEKO.

Jeśli chodzi o laktatory, nakładki na piersi, smoczki uspakajające i tym podobne, radziłabym się wstrzymać. To co wypisałam powyżej już swoje waży i zajmuje sporo miejsca, a inne rzeczy nie zawsze okażą się przydatne. W razie potrzeby, zawsze można kogoś wysłać do apteki lub poprosić o dostarczenie z domu.

Jeśli macie jakieś uwagi, co do powyższej listy, albo uważacie, że o czymś istotnym zapomniałam, dajcie znać w komentarzach. 

Komentarze

Popular posts

5 sposobów na okładkę książki.

Dziś mam dla Was kilka propozycji na ciekawe obłożenie książek. 😄 Zacznijmy jednak od tego, po co właściwie się w to bawić.  1. W pierwszej kolejności pomyślmy o książce, po którą sięgamy szczególnie często. Macie taką? Jej fabryczna okładka zapewne jest już nieco powyginana, obdarta i wypłowiała, prawda? Patrząc na nią masz wrażenie, że za niedługo się rozpadnie albo jest na tyle nieestetyczna, że chowasz ją w najmniej widocznym miejscu, żeby nie szpeciła cennego księgozbioru. 2. Drugim przypadkiem, kiedy okładka na książkę może się przydać, jest nasza prywatność. Przecież nie zawsze masz ochotę, żeby wszyscy widzieli, co czytasz. Ma to zastosowanie w przypadku naszej biblioteczki oraz gdy zabierasz książkę do pociągu, czy autobusu. Uniknij ciekawskich, czy zbulwersowanych spojrzeń i daj sobie nieco przestrzeni. 3. Masz dzieci w wieku szkolnym? Chcesz, by ich podręczniki były zabezpieczone, a jednocześnie niepowtarzalne? Świetnie. Zafunduj im piękne, indywidualne o

W słońcu Dubaju. Agent Kelly. Tom 1 - Magoska-Suchar Monika

Najnowsza powieść Moniki Magoskiej-Suchar wpadła mi w oko jeszcze przed premierą. Opis zachęcał, obiecywał przygodę, oderwanie od rzeczywistości. Gdy tylko przyszła pora, książka „W słońcu Dubaju” przyjechała do mnie z popularnej księgarni internetowej , by przenieść mnie do świata pełnego przepychu, bogactwa i intryg. „W słońcu Dubaju” jest pierwszym tomem serii o agencie specjalnym Peterze Kelly. Peter aktualnie pracuje pod przykrywką jako ambasador Stanów Zjednoczonych w Emiratach Arabskich. Jego najważniejszym celem jest przejęcie tajnej broni o nazwie Promień. Gdy wpada na jego ślad, na swojej drodze spotyka piękną księżniczkę Safiję oraz jedną z najniebezpieczniejszych organizacji terrorystycznych. Ta misja przypominałaby zapewne setki poprzednich, gdyby nasz agent nie stracił głowy dla arabskiej piękności. Safija ma jeden cel, uciec przed całą gromadą licytujących się o jej rękę mężczyzn i zacząć nowe życie, w którym w końcu mogłaby decydować o sobie. Niespodziewanie nasi boha

Tylko martwi nie kłamią Katarzyna Bonda

Są książki, które wsysają czytelnika od pierwszej strony. Są takie, które robią to znacznie później i takie, które w ogóle takiego talentu nie posiadają. Oczywiście nie zależy to jedynie od powieści, ale również czytelnika i jego upodobań.  Tylko martwi nie kłamią Katarzyny Bondy wciągnęła mnie dopiero około 50 strony. Początek wymagał ode mnie samozaparcia. Strasznie go męczyłam, przechodząc po kilka, kilkanaście stron. Nawet mój mąż zauważył, że coś jest nie tak, gdy powieść zajmowała swoje honorowe miejsce "obecnie czytanej książki" już trzy dni, a zakładka między kartkami przesuwała się w ślimaczym tempie. Dla wyjaśnienia: książki, które wciągają mnie od razu, kończę w góra dwa dni. Summa summarum początek był niezwykle trudny. Nie wiem, czy chodzi o język, którym powieść została napisana, czy jakość wprowadzenia, a może moje osobiste samopoczucie spowodowane zmianą pogody. Naprawdę nie wiem. W każdym razie nie jestem przyzwyczajona do porzucania powieści na s