W kolejce do lekarza...

Wyobraźmy sobie, że wybieramy się z dzieckiem do lekarza. Ale nie do pediatry, tylko do specjalisty, a konkretnie do poradni preluksacyjnej, bo trzeba zrobić USG bioderek. Takie badanie zaleca się każdemu niemowlakowi, więc spodziewamy się nieziemskich kolejek. I co? I oczywiście się nie mylimy. W rejestracji dostajemy numerek dwadzieścia, idziemy pod gabinet, a tam dowiadujemy się, że lekarz jeszcze nie zaczął przyjmować. Można się załamać, prawda? Ale przecież byliśmy przygotowani, więc tylko wzdychamy pod nosem i potulnie siadamy w poczekalni.
Nasza pociecha grzecznie drzemie w foteliku/wózku, a nam się nudzi. Z ciekawością rozglądamy się dookoła. Cały korytarz pełny jest rodziców, dzieci i wszystkiego, co się z tym wiąże, czyli toreb, wózków, fotelików itd. W dodatku mamy zimę, więc dookoła walają się kurtki i płaszcze, bo nie ma gdzie ich odwiesić, a siedzieć w nich za gorąco.
Wśród dorosłych przeważają kobiety, ale tatusiów też nie brakuje. Kilku czynnie zajmuje się swoimi potomkami. Patrzycie na to z rozrzewnieniem, a nawet lekkim ukłuciem zazdrości, bo jesteście całkiem sami. Robi wam się trochę smutno.
Przychodzi wam do głowy, by znaleźć kogoś z kim można uciąć sobie niezobowiązującą pogawędkę. W końcu rodzic z rodzicem zawsze jakiś wspólny temat znajdzie. Nie będziecie drzeć się do kogoś przez pół korytarza, więc wybór pada na sąsiada. Po lewej mamy przewijak, który odpada w przedbiegach, bo nie odpowie, a po prawej kobietę wpatrzoną w ekran smartfona. Liczycie na to, że zajmuje się telefonem z braku lepszego zajęcia, ale nie jesteście pewni, więc staracie się wybadać teren.
- Przepraszam, jaki ma Pani numerek?
Następuje krótka odpowiedź i chwila ciszy.
- Pierwszy raz?
Ponownie krótka odpowiedź. Myślicie sobie: do trzech razy sztuka.
- Śliczny chłopczyk. Ile ma?
Kobieta odmrukuje pod nosem i nadal wgapia się w telefon. No cóż. Już wiadomo, że z pogadanki nici.
W geście desperacji idziecie w jej ślady. Kto wie, może ktoś wrzucił jakieś ciekawe fotki na Instagramie?
Z "telefonowego transu" wyrywa was niemowlęcy płacz. Hałasującego bobasa trzyma kobieta naznaczona siwizną. Jak na wasz gust, buja go troszkę zbyt mocno. Obok niej siedzi młodsza, która przypatruje się temu z intensywnością właściwą jedynie matce. Mówi coś do starszej i nieznacznie wyciąga ręce. Tamta kręci przecząco głową i nadal stara się uspokoić dziecko. Myślicie sobie, że leciwa kobieta, która prawdopodobnie jest babcią, nie powinna się upierać. Lepiej by było, gdyby oddała dziecko matce. Wtedy szybciej by się uspokoiło. Pewnie jest przeświadczona o tym, że sama poradzi sobie lepiej, bo ma większe doświadczenie. Nie popieracie lekceważenia instynktu i więzi matka-dziecko, ale nic nie mówicie, bo nie ma co się wtrącać. Jedynie w duchu współczujecie młodszej kobiecie, bo pewnie  w domu ma to samo. Możecie się założyć, że babcia zawsze "wie lepiej" i nie pozwala matce opiekować się dzieckiem po swojemu...
Na przewijaku obok coś się dzieje. Kolejna matka z kolejnym bobasem. Widzieliście ją wcześniej. Cały czas z dzieckiem na rękach, ciągle go bujała i zabawiała. Z daleka było widać, że sprawiało jej to przyjemność. Przez krótką chwilę zastanawialiście się, czy przypadkiem nie robiła tego wszystkiego na pokaz. Ale chyba nie, bo i po co? W pewnym momencie zaczęliście zazdrościć jej dziecku. Ono miało sto procent uwagi swojej mamy, czyli coś co jest mu niezbędne na starcie. To rzadko się zdarza. Teraz kobieta zajmuje się przebieraniem. Robi to sprawnie, ale powoli. Przecież nigdzie się nie śpieszy.
Chwilę później zauważacie następną mamę, ale tym razem ze starszym, około dziesięcioletnim chłopcem. Siedzą w kolejce do innego gabinetu. Ona komanderuje nim, niczym stary wojskowy. Każde zdanie ma tryb rozkazujący, a wypowiadane jest lekko podniesionym głosem. Syn raz jej słucha, raz nie. Nie słyszycie, by choć raz zwróciła się do niego spokojnie, by wytłumaczyła o co jej chodzi i dlaczego ma zrobić coś tak, a nie inaczej. Przechodzi was nieprzyjemny dreszcz.
Zbliża się wasza kolej. Podchodzicie bliżej. Okazuje się, że numerek przed wami ma dziecko pod opieką dwóch kobiet, które wcześniej obserwowaliście. Macie ochotę pokręcić głową z niedowierzaniem. Minęła godzina, a babcia nadal trzyma bobasa na rękach...

Komentarze

Popular posts

5 sposobów na okładkę książki.

Dziś mam dla Was kilka propozycji na ciekawe obłożenie książek. 😄 Zacznijmy jednak od tego, po co właściwie się w to bawić.  1. W pierwszej kolejności pomyślmy o książce, po którą sięgamy szczególnie często. Macie taką? Jej fabryczna okładka zapewne jest już nieco powyginana, obdarta i wypłowiała, prawda? Patrząc na nią masz wrażenie, że za niedługo się rozpadnie albo jest na tyle nieestetyczna, że chowasz ją w najmniej widocznym miejscu, żeby nie szpeciła cennego księgozbioru. 2. Drugim przypadkiem, kiedy okładka na książkę może się przydać, jest nasza prywatność. Przecież nie zawsze masz ochotę, żeby wszyscy widzieli, co czytasz. Ma to zastosowanie w przypadku naszej biblioteczki oraz gdy zabierasz książkę do pociągu, czy autobusu. Uniknij ciekawskich, czy zbulwersowanych spojrzeń i daj sobie nieco przestrzeni. 3. Masz dzieci w wieku szkolnym? Chcesz, by ich podręczniki były zabezpieczone, a jednocześnie niepowtarzalne? Świetnie. Zafunduj im piękne, indywidualne o

W słońcu Dubaju. Agent Kelly. Tom 1 - Magoska-Suchar Monika

Najnowsza powieść Moniki Magoskiej-Suchar wpadła mi w oko jeszcze przed premierą. Opis zachęcał, obiecywał przygodę, oderwanie od rzeczywistości. Gdy tylko przyszła pora, książka „W słońcu Dubaju” przyjechała do mnie z popularnej księgarni internetowej , by przenieść mnie do świata pełnego przepychu, bogactwa i intryg. „W słońcu Dubaju” jest pierwszym tomem serii o agencie specjalnym Peterze Kelly. Peter aktualnie pracuje pod przykrywką jako ambasador Stanów Zjednoczonych w Emiratach Arabskich. Jego najważniejszym celem jest przejęcie tajnej broni o nazwie Promień. Gdy wpada na jego ślad, na swojej drodze spotyka piękną księżniczkę Safiję oraz jedną z najniebezpieczniejszych organizacji terrorystycznych. Ta misja przypominałaby zapewne setki poprzednich, gdyby nasz agent nie stracił głowy dla arabskiej piękności. Safija ma jeden cel, uciec przed całą gromadą licytujących się o jej rękę mężczyzn i zacząć nowe życie, w którym w końcu mogłaby decydować o sobie. Niespodziewanie nasi boha

Tylko martwi nie kłamią Katarzyna Bonda

Są książki, które wsysają czytelnika od pierwszej strony. Są takie, które robią to znacznie później i takie, które w ogóle takiego talentu nie posiadają. Oczywiście nie zależy to jedynie od powieści, ale również czytelnika i jego upodobań.  Tylko martwi nie kłamią Katarzyny Bondy wciągnęła mnie dopiero około 50 strony. Początek wymagał ode mnie samozaparcia. Strasznie go męczyłam, przechodząc po kilka, kilkanaście stron. Nawet mój mąż zauważył, że coś jest nie tak, gdy powieść zajmowała swoje honorowe miejsce "obecnie czytanej książki" już trzy dni, a zakładka między kartkami przesuwała się w ślimaczym tempie. Dla wyjaśnienia: książki, które wciągają mnie od razu, kończę w góra dwa dni. Summa summarum początek był niezwykle trudny. Nie wiem, czy chodzi o język, którym powieść została napisana, czy jakość wprowadzenia, a może moje osobiste samopoczucie spowodowane zmianą pogody. Naprawdę nie wiem. W każdym razie nie jestem przyzwyczajona do porzucania powieści na s