Leczenie odżywianiem: Refluks - Kimberly A. Tessmer

O refluksie nie wiedziałam niemal niczego, dopóki nie dopadł mnie osobiście. Wcześniej kojarzyłam coś ze zgagą, ale przecież ta mnie nie dręczyła. Nie miałam typowych objawów. Na początku był tylko ból w okolicy mostka i to na czczo. Jakiś czas później złapało mnie zapalenie gardła. Przez dwa tygodnie nic nie pomagało. Kiedy poszłam do lekarza, okazało się, że to nie jest żadna infekcja, a podrażnienie gardła wywołane refluksem. Wiadomo, dostałam leki, ale żeby przyspieszyć sprawę wprowadziłam dietę. Jadłospis dostosowałam do tego, co przeczytałam w Internecie, lecz na dobrą sprawę nadal nie wiedziałam, co właściwie jest moim problemem, ani co mogę zrobić, by na dobre pozbyć się przykrych objawów. Postanowiłam zasięgnąć nieco wiedzy, a że niepoprawny ze mnie mól książkowy, od razu zajrzałam do ulubionej księgarni internetowej i „Leczenie odżywianiem: Refluks” już była w drodze.

Tytuł jest obiecujący, jednak czy wnętrze spełniło moje oczekiwania? Czy choć trochę mi pomogło? Mówiąc szczerze, tak. Wiadomo, sam poradnik mnie nie uzdrowił, ale za to już wiem, co dokładnie mi dolega i co mogę zrobić, by sobie ulżyć.

„Leczenie odżywianiem: Refluks” to przewodnik podzielony na kilka klarownych rozdziałów. Autorka zaczyna od podstawy, czyli wytłumaczenia, czym właściwie jest refluks i GERD (choroba refluksowa przełyku). Po krótkiej lekcji biologii przechodzi do metod badania systemu trawiennego, które są pomocne przy zdiagnozowaniu problemu. Następie mamy omówione metody leczenia. Tutaj dostajemy spis substancji, których używa się by ulżyć pacjentom.

Wniosek z tej części książki odczytałam następujący: Leki owszem są dobre, ale na chwilę, dla szybkiego złagodzenia objawów. Natomiast na dłuższą metę należy zmienić swoje przyzwyczajenia, szczególnie żywieniowe, a najlepiej odnaleźć przyczynę problemów gastrycznych i je zwalczyć. Tak czy siak, zdecydowana większość osób powinna odrobinę zmienić dietę i zredukować wagę lub utrzymać obecną, jeśli jest poprawna.

Co kilka, kilka naście stron autorka powtarza nam, że powinniśmy skonsultować się z lekarzem, co jest swoistą podkładką i oczyszczeniem się z odpowiedzialności, gdyby ktoś coś zrozumiał opacznie i wprowadził w życie jakiś szalony plan samoleczenia na podstawie słów autorki. Dla mnie jest to całkiem rozsądne posunięcie z jej strony, chociaż trudno jest mi wyobrazić siebie w gabinecie lekarza, kiedy pytam, czy w ramach aktywności fizycznej poleca mi bardziej jogę, czy może jednak rower?

Druga połowa książki traktuje już o diecie, czyli co możemy, czego nie i jak sprawdzić, co wywołuje u nas objawy. To trochę jak podręcznik zdrowego żywienia dostosowany do GERD. Większość zasad ta sama, z drobnymi tylko zmianami. Ogólne wyrzucamy śmieciowe jedzenie, skupiamy się na jak najmniej przetworzonej żywności. Czyli zdrowo, świeżo, dużo warzyw, owoców, pełnoziarnistych ziaren, mało tłuszczów, mało sodu. Do picia woda i to najlepiej nie w trakcie, a pomiędzy posiłkami. Kolacja nie później niż trzy godzinki przed snem. (To tak w wielkim skrócie, okrojone ile wlezie.)

Ponadto w „Leczenie odżywianiem: Refluks” Kimberly A. Tessmer podaje przykładowy, dwutygodniowy plan żywieniowy. Przepisy są proste, a produkty raczej łatwo dostępne, także realizacja nie powinna nikomu sprawić problemu. Rzecz jasna każdy przepis może być jedynie inspiracją dla własnych dań, byle trzymać się reguł zdrowego żywienia itd.

W tekście dużo odnośników do społeczności amerykańskiej, choć może nie powinnam się temu dziwić, skoro książka powstała właśnie w USA i pierwotnie dla ich obywateli była tworzona. Niemniej w niczym to nie przeszkadza, bo co komu szkodzą statystyki z innego kraju.

Jaka rada spodobała mi się najbardziej? Przypomnienie, jak ważne jest planowanie posiłków i zakupów tygodniowych. Widzicie, jeśli będziemy mieć plan i wszystko, by go zrealizować, spada ryzyko, że sięgniemy po coś niezdrowego, bo nagle dopadnie nas głód do pary z brakiem weny i pustą lodówką. Ważne, żeby zaopatrzyć spiżarnię w pełnowartościowe produkty i z nich korzystać. To wiele ułatwia, a ja ostatnio jakoś leciałam na żywioł, przez co masę jedzenia marnowałam, a zamiast zdrowych posiłków, wybierałam coś mniej odpowiedniego na szybko.

Czy warto przeczytać „Leczenie odżywianiem: Refluks”? Jeśli cierpicie na GERD, jak najbardziej. Zawsze warto poznać wroga z którym się walczy, zaktualizować wiedzę i zebrać kilka rad, które mogą uratować was od pieczenia, bólu, gorzkiego posmaku i innych objawów. Wiedzy w tym poradniku jest naprawdę dużo. Co ważniejsze przekazana jest w sposób klarowny i myślę, że zrozumiały dla każdego. Naprawdę polecam.

Więcej nowości znajdziecie na TaniaKsiazka.pl

Komentarze

Popular posts

5 sposobów na okładkę książki.

Dziś mam dla Was kilka propozycji na ciekawe obłożenie książek. 😄 Zacznijmy jednak od tego, po co właściwie się w to bawić.  1. W pierwszej kolejności pomyślmy o książce, po którą sięgamy szczególnie często. Macie taką? Jej fabryczna okładka zapewne jest już nieco powyginana, obdarta i wypłowiała, prawda? Patrząc na nią masz wrażenie, że za niedługo się rozpadnie albo jest na tyle nieestetyczna, że chowasz ją w najmniej widocznym miejscu, żeby nie szpeciła cennego księgozbioru. 2. Drugim przypadkiem, kiedy okładka na książkę może się przydać, jest nasza prywatność. Przecież nie zawsze masz ochotę, żeby wszyscy widzieli, co czytasz. Ma to zastosowanie w przypadku naszej biblioteczki oraz gdy zabierasz książkę do pociągu, czy autobusu. Uniknij ciekawskich, czy zbulwersowanych spojrzeń i daj sobie nieco przestrzeni. 3. Masz dzieci w wieku szkolnym? Chcesz, by ich podręczniki były zabezpieczone, a jednocześnie niepowtarzalne? Świetnie. Zafunduj im piękne, indywidualne o

W słońcu Dubaju. Agent Kelly. Tom 1 - Magoska-Suchar Monika

Najnowsza powieść Moniki Magoskiej-Suchar wpadła mi w oko jeszcze przed premierą. Opis zachęcał, obiecywał przygodę, oderwanie od rzeczywistości. Gdy tylko przyszła pora, książka „W słońcu Dubaju” przyjechała do mnie z popularnej księgarni internetowej , by przenieść mnie do świata pełnego przepychu, bogactwa i intryg. „W słońcu Dubaju” jest pierwszym tomem serii o agencie specjalnym Peterze Kelly. Peter aktualnie pracuje pod przykrywką jako ambasador Stanów Zjednoczonych w Emiratach Arabskich. Jego najważniejszym celem jest przejęcie tajnej broni o nazwie Promień. Gdy wpada na jego ślad, na swojej drodze spotyka piękną księżniczkę Safiję oraz jedną z najniebezpieczniejszych organizacji terrorystycznych. Ta misja przypominałaby zapewne setki poprzednich, gdyby nasz agent nie stracił głowy dla arabskiej piękności. Safija ma jeden cel, uciec przed całą gromadą licytujących się o jej rękę mężczyzn i zacząć nowe życie, w którym w końcu mogłaby decydować o sobie. Niespodziewanie nasi boha

Tylko martwi nie kłamią Katarzyna Bonda

Są książki, które wsysają czytelnika od pierwszej strony. Są takie, które robią to znacznie później i takie, które w ogóle takiego talentu nie posiadają. Oczywiście nie zależy to jedynie od powieści, ale również czytelnika i jego upodobań.  Tylko martwi nie kłamią Katarzyny Bondy wciągnęła mnie dopiero około 50 strony. Początek wymagał ode mnie samozaparcia. Strasznie go męczyłam, przechodząc po kilka, kilkanaście stron. Nawet mój mąż zauważył, że coś jest nie tak, gdy powieść zajmowała swoje honorowe miejsce "obecnie czytanej książki" już trzy dni, a zakładka między kartkami przesuwała się w ślimaczym tempie. Dla wyjaśnienia: książki, które wciągają mnie od razu, kończę w góra dwa dni. Summa summarum początek był niezwykle trudny. Nie wiem, czy chodzi o język, którym powieść została napisana, czy jakość wprowadzenia, a może moje osobiste samopoczucie spowodowane zmianą pogody. Naprawdę nie wiem. W każdym razie nie jestem przyzwyczajona do porzucania powieści na s