Przejdź do głównej zawartości

Vince i Joy - Lisa Jewell

  

Vince i Joy pióra Lisy Jewell


Dwa serca. Jedno przeznaczenie.


Książkę dostałam od przyjaciółki z pracy. Kupiła ją dla mnie, w formie pamiątki z urlopu. Długo czekałam, zanim zaczęłam ją czytać. Zawsze miałam problem z powieściami, które od kogoś dostawałam. Nie wiem, czym to jest spowodowane. Na pewno nie chodzi o brak zaufania, co do gustu moich bliskich, ale o sam fakt, że to nie ja ją wybrałam. Nie liczę, że ktoś to zrozumie, bo szczerze mówiąc, nawet ja nie potrafię dociec źródła moich obiekcji. W każdym razie zaczęłam ją czytać, bo nieuprzejmością byłoby tego nie zrobić.

Spoglądając na cytat wycięty z książki i krótki opis na okładce, miałam wrażenie, że fabuła będzie dotyczyć związku tytułowych Vinca i Joy. Rzeczywiście, na początku tak jest.

Autorka raczy nas opowieścią o pierwszej, wakacyjnej miłości. Mimo przedstawienia głównych postaci jako nastolatków, z całym kołowrotkiem ich prywatnych problemów, jest wręcz idealnie. I nagle... Trach! Wszystko się kończy i komplikuje.

Od pamiętnych wakacji, każdy z głównych bohaterów prowadzi zupełnie inne życie. Budują mało udane związki, potykają się na kolejach losu, a pytanie brzmi: Czy w końcu się odnajdą? Czy w ich życiu pojawi się odpowiedni moment, by spróbować być razem? Czy będą tego chcieli? I tutaj zaczyna się sprawna zabawa z emocjami czytelnika, a przynajmniej tak to się skończyło w moim przypadku. Czytając, byłam przekonana, że Vince i Joy powinni być razem. Dlaczego? Ponieważ są bratnimi duszami do tego stopnia, że wydają się uszyci dla siebie na miarę. Są sobie przeznaczeni i cały świat o tym wie, ale oni zdają się tego nie dostrzegać. Dwie zabłąkane połówki jabłka, szarpane na falach losu, nieporozumień i własnej głupoty. Tak, głupoty. Bo jak określić kogoś, kto ma zbyt mało zapału i odwagi, by walczyć o własne szczęście? Kto dryfuje przez życie, pozwalając by wszystko wokół decydowało za niego, w którym kierunku ma płynąć? W każdym razie czytelnik ma pewność, że  Vince i Joy powinni być razem. A tutaj błąkają się po życiowych ścieżkach. Każde osobno, a jednocześnie gdzieś obok drugiego. Czasami na siebie trafiają, ale nic większego z tego nie wynika. Uparcie przegapiają szanse, które podsyła im los. Nie potrafią o siebie zawalczyć.

Kiedy śledziłam ich nieudane związki, krew zalewała mnie z frustracji. Byłam na nich wściekła za wybory i ignorowanie przeznaczenia, które ciągle pchało ich w swoje ramiona. Chciałam im wykrzyczeć, że mają walczyć, że marnują swoje życie. Pod koniec drugiej części, miałam ochotę rzucić książką o ścianę. Byłam zła, że dwóch ludzi, nie potrafi się połączyć. Przez to są nieszczęśliwi, niespełnieni i zagubieni. A najbardziej irytowała mnie świadomość, że to przecież samo życie. Ludzie kochają, ale dziwnym zbiegiem okoliczności lub brakiem woli walki, poddają się i żyją z kimś zupełnie innym lub całkiem samotnie. Są nieszczęśliwi, bo w pewnym momencie o czymś nie wiedzieli, albo popełnili błąd. Woleli odpuścić, bo wydawało im się, że tak będzie lepiej.

Miałam szczerą ochotę, porzucić tą książkę w połowie, ale ciekawość wzięła górę. Trzecią część przyjęłam już spokojniej. Byłam przygotowana na złośliwości losu i wybory bohaterów, które nie spełniały moich oczekiwań. Ba! Byłam przygotowana na to, że cała ta historia skończy się źle.

Ostatecznie historia Vince i Joy, zarówno wspólna, jak i każdego z osobna, zawładnęła moim sercem. Sama książka jest cudownie napisana, a dobór słów niezwykle trafny. Autorka prezentuje losy dwóch ludzi w sposób, który nie pozwala domyślić się, jak to wszystko się skończy. Cała opowieść, choć początkowo może wydawać się mało ciekawa, z czasem wciąga i porywa. Budzi skrajne emocje. Sprawia, że trzyma się kciuki za tytułowe postacie, wrzeszczy się na nich w myślach, a zaraz potem kocha.

To nie jest historia, w której wiesz, że wszystko dobrze się skończy. Możesz jedynie kibicować bohaterom i mieć nadzieję, że jakimś cudem odnajdą swoje szczęście.

Magia tej książki polega na emocjach, które wzbudza. Jest zaskakująca, frustrująca, ale też porywająca i szalenie romantyczna. Chwilami jej nienawidzisz, a po wszystkim kochasz. Vince i Joy - książka, którą z czystym sumieniem polecam, bo wrażenia są świetne i niezwykle intensywne. I z tego miejsca, chciałabym podziękować mojej kochanej przyjaciółce, która zdaje się znać mnie lepiej, niż ja sama.

Anetko, długo mi zajęło przeczytanie tej książki, ale po dobrnięciu do końca, chcę Ci z całego serca podziękować i zapewnić, że Vince i Joy zajmą honorowe miejsce w mojej biblioteczce.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bezbłędny thriller! - "Żmijowisko" Wojciecha Chmielarza

Kupiłam, bo słyszałam dużo dobrego. Ale jak to bywa, po drodze była cała kolejka książek do przeczytania, więc Żmijowisko musiało poczekać. Jak widać doczekało się i powiem jedno: To jeden z najlepszych thrillerów, jakie czytałam. Książka całkiem zasłużenie trafiła na listę bestsellerów serwisu Audioteka, Empiku i Magazynu Literackiego KSIĄŻKI , a przez Newsweek została uznana za jedną z najlepszych powieści na lato. Na rynku pełno jest pozycji, które możemy określić ledwie jako "kolejny romans", czy "kolejny kryminał". W tłumie innych książek nie wyróżniają się niczym szczególnym. Żmijowisko z pewnością do nich nie należy. Pierwszą rzeczą, która mi się spodobała, był sposób na opowiedzenie historii. Wojciech Chmielarz robi to w trzech ramach czasowych. Trzeba wiedzieć, że cała fabuła kręci się wokół zaginięcia młodej dziewczyny, Ady. Nastolatka znika podczas wakacyjnego wyjazdu. Autor dawkuje czytelnikowi całą opowieść w małych porcjach. Najpierw kawałek teraźniej…

Kłamiesz mnie. - Czy tylko mi rączki opadają?

Dziś trochę o popularnych błędach językowych. Na wstępie zaznaczę, że nie chcę tym postem nikogo obrazić, ani dyskryminować z powodu niepoprawności językowej. Zdaję sobie sprawę, że niektóre potknięcia związane są z niewiedzą. Bywa, że ja też nad niektórymi słowami/zwrotami muszę się chwilę zastanowić i także mnie zdarzają się potknięcia słowne, dlatego jestem daleka od rzucania kamieniem.Niemniej jednak pewne kwestie wzbudzają we mnie silne emocje i nimi właśnie jest przesycony tekst. Z góry za to przepraszam. W każdym razie moim zamiarem jest raczej zwrócenie uwagi na pewne niepokojące rzeczy i zachęcenie do dbania o język. Bo skoro mamy swój, którego nasi przodkowie tak zajadle bronili podczas zaborów, czy nie powinniśmy o niego dbać? Moja postawa jest bardzo patriotyczna, ale czy nie taka powinna właśnie być?

5 sposobów na okładkę książki.

Dziś mam dla Was kilka propozycji na ciekawe obłożenie książek. 😄
Zacznijmy jednak od tego, po co właściwie się w to bawić. 
1. W pierwszej kolejności pomyślmy o książce, po którą sięgamy szczególnie często. Macie taką? Jej fabryczna okładka zapewne jest już nieco powyginana, obdarta i wypłowiała, prawda? Patrząc na nią masz wrażenie, że za niedługo się rozpadnie albo jest na tyle nieestetyczna, że chowasz ją w najmniej widocznym miejscu, żeby nie szpeciła cennego księgozbioru.
2. Drugim przypadkiem, kiedy okładka na książkę może się przydać, jest nasza prywatność. Przecież nie zawsze masz ochotę, żeby wszyscy widzieli, co czytasz. Ma to zastosowanie w przypadku naszej biblioteczki oraz gdy zabierasz książkę do pociągu, czy autobusu. Uniknij ciekawskich, czy zbulwersowanych spojrzeń i daj sobie nieco przestrzeni.
3. Masz dzieci w wieku szkolnym? Chcesz, by ich podręczniki były zabezpieczone, a jednocześnie niepowtarzalne? Świetnie. Zafunduj im piękne, indywidualne okładki, które będą mog…