Przejdź do głównej zawartości

Sposoby na uspokojenie noworodka.


Wyobraźmy sobie następującą sytuację: Noworodek płacze już od dłuższego czasu. Jest nakarmiony i przebrany. Powinien być szczęśliwy, a tymczasem drze się wniebogłosy. Zaczynamy się martwić, bo może coś go boli. Nie mamy pojęcia, co robić. Z bezsilności rwiemy sobie włosy z głowy. Już zaczynamy sobie wmawiać, że jesteśmy beznadziejnymi rodzicami… – Brzmi znajomo? Jeśli nie, to szczerze zazdroszczę. Jeśli tak, mam dla was kilka propozycji, które być może wam pomogą.
Oto kilka sprawdzonych sposobów na uspokojenie noworodka. Zacznijmy od rad specjalistów i pediatrów.
Metoda doktora Hamiltona.
Chodzi o złapanie noworodka w odpowiedni sposób. Należy złożyć rączki dziecka na jego piersi, przytrzymując je swoją dłonią. Jednocześnie należy podpierać podbródek, tym sposobem zapewniając stabilność główce. Drugą ręką trzeba podtrzymać pupę bobasa. W ostatnim korku należy przechylić dziecko o ok 45 stopni do przodu i delikatnie nim bujać.
Oto video prezentujące, jak to powinno wyglądać:
Taki sposób trzymania dziecka przypomina jego położenie w łonie mamusi. Dzięki temu bobasek może poczuć się bezpiecznie.
Sposób skuteczny szczególnie w początkowej fazie życia, choć podobno przy regularnym stosowaniu, towarzyszące temu poczucie bezpieczeństwa może utrzymać się dłużej.
Metoda doktora Karpa.
Sposób ten również bazuje na odtworzeniu warunków panujących w brzuchu mamy. Składa się z pięciu etapów, które należy wykonywać w odpowiedniej kolejności. W sensie, dopiero gdy etap pierwszy nie poskutkuje, przechodzimy do drugiego.
1.     Opatulenie dziecka.
Możemy wykorzystać w tym celu zwykłą pieluszkę tetrową, czy flanelową. Gdy jest chłodniej, może to być rożek. Oczywiście można też zaopatrzyć się w profesjonalny otulasz. Chodzi o to, by zablokować rączki bobasa. W pierwszych dniach jeszcze nie jest świadomy, że te dziwne, przerażające rzeczy, które latają mu przed oczami, są jego własnymi dłońmi. Dodatkowo poczuje się bezpieczniej, ponieważ w brzuchu również był/a skrępowana i żył/a w ciasnocie.
2.     Ułożenie na boku; buzia lekko w dół.
3.     Szum.
Podobno dziecko w łonie mamy, słyszy szumy. Możemy to wykorzystać. Wiele dzieciaczków, które są nowicjuszami na tym świecie, uspokaja się pod wpływem dźwięku suszarki, czy odkurzacza. Może też pomóc syczenie rodzica. Jeśli chcemy możemy zaopatrzyć się w specjalną, szumiącą maskotkę.

4.     Kołysanie.
Co tu dużo mówić, dziecko od pierwszych dni poczęcia jest bujane przez sporą część dnia. Wystarczy, że ciężarna kobieta wstanie z krzesła i chwilę się przejdzie. I już. Mamy darmową kołyskę, która uspokaja i usypia. Dlatego częściej czujemy ruchy płodu, gdy siedzimy spokojnie, bądź leżymy – wtedy dziecko się budzi i zaczyna rozrabiać.
5.     Ssanie.
Ostatnia deska ratunku, którą łapiemy, gdy już nic innego nie pomaga. Możemy podać pierś, smoczek, a nawet palec. Ssanie jest silnym odruchem, który towarzyszy dziecku jeszcze podczas pobytu w brzuchu mamy. Już wtedy ssie kciuk, przygotowując się do przyszłego przyjmowania pokarmu. Podczas tej czynności bobas odczuwa poczucie bezpieczeństwa, szczególnie jeśli tym, co znajdzie się w jego buzi, będzie brodawka piersi (dochodzi zapach mamy, odgłos bicia jej serca oraz cudowne, niezastąpione mleczko).
Teraz przejdźmy do metod stosowanych od lat.
Przytulanie.
Dotyk dla niemowlaka, jest szczególnie ważny. Dzieci, nawet te najmniejsze, zaraz po jedzeniu, najbardziej potrzebują bliskości. Jest to zupełnie naturalne i zapewnione nam przez ewolucję. To taki bobasowy system ochronny. Jak wiemy, dzieci potrzebują kogoś dorosłego, by przetrwać. Kiedyś, jeszcze w jaskiniach, samotność dla takiego malucha oznaczała śmierć.  Gdzieś w kodzie genetycznym pozostał alarm, który każe niemowlakowi żądać niemal ciągłej obecności opiekuna.
Nie bójmy się również noszenia na rękach, „bo jeszcze się przyzwyczai”. Przecież i tak już było noszone przez dziewięć miesięcy. To zupełnie naturalne. Ponadto dziecko często dotykane jest spokojniejsze i z czasem samo zrezygnuje z waszych bezpiecznych ramion, by ruszyć przed siebie i poznawać świat. Dotyk działa pozytywnie na rozwój mózgu i psychikę maleństwa. Dzięki temu rozwija się prawidłowo. Rzadziej boi się otaczającego świata.
Jeśli osobą tulącą jest mama, istnieją dodatkowe pozytywy. Jest zapach, który uspokaja i automatycznie kojarzy się z bezpieczeństwem oraz bicie serca, którego dźwięk towarzyszył dziecku nieprzerwanie podczas pobytu w brzuchu.
Głos mamy, a nawet śpiew.
Dziecko w łonie słyszy nasz głos. W nowym otoczeniu oznacza on bezpieczeństwo i jest dosłowną muzyką dla jego uszu. Nawet jeśli niemiłosiernie fałszujemy, nasz bobasek pokocha wykonywane przez nas piosenki.
Muzyka.
Niektóre dzieci pozytywnie reagują na muzykę, choć to sprawa indywidualna. To samo tyczy się dorosłych.
Samochód, albo wózek.
Większość dzieci szybko uspokaja się w samochodzie. Jest ciepło i szumi.
Wiele osób stosuje też wożenie w wózku, albo bujanie.
Obu tych sposobów nie polecam do częstego stosowania. Chodzi o to, że jeśli dziecko się przyzwyczai, będzie ciężko uspokoić je inaczej. Oczywiście można zmienić przyzwyczajenia, ale wiąże się to z dużą dozą płaczu dziecka i cierpliwości rodzica.
No i najważniejsze: Spokój.
Noworodek wyczuwa emocje, szczególnie swojej mamy. Przez pierwsze pół roku wydaje mu się nawet, że razem z mamą stanowi jeden organizm. W związku z tym, jeśli ty jesteś rozdrażniona, ono też. Jednym słowem, im bardziej się zdenerwujesz, tym gorzej. Ja wiem, że to niekiedy nie jest proste. Szczególnie po wysłuchiwaniu kilkugodzinnego koncertu, kiedy ogarnia nas beznadzieja i czarna rozpacz, bo już nie wierzymy, że cokolwiek przywoła ciszę. Ale naprawdę warto wziąć kilka głębokich oddechów i spróbować się uspokoić. Wszystkim wyjdzie to na zdrowie.
Na pocieszenie dodam jeszcze, że ataki płaczu w końcu miną. Z każdym tygodniem, wasze dzieciątko się zmienia, rośnie, rozwija się i staje spokojniejsze. Chodzi o to, że przyzwyczaja się do otaczającego go świata i zamiast strachem, reaguje ciekawością. Poza tym wkrótce znajdzie inny sposób na porozumiewanie się z wami. Początkowo robi to tylko za pomocą płaczu - inaczej nie potrafi. To samo tyczy się kolek. One też mijają z wiekiem. Jednym słowem, zawsze najgorsze są początki. Później będzie już z górki.
A wy? Jak uspokajacie/uspokajałyście swoje pociechy? Piszcie w komentarzach!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bezbłędny thriller! - "Żmijowisko" Wojciecha Chmielarza

Kupiłam, bo słyszałam dużo dobrego. Ale jak to bywa, po drodze była cała kolejka książek do przeczytania, więc Żmijowisko musiało poczekać. Jak widać doczekało się i powiem jedno: To jeden z najlepszych thrillerów, jakie czytałam. Książka całkiem zasłużenie trafiła na listę bestsellerów serwisu Audioteka, Empiku i Magazynu Literackiego KSIĄŻKI , a przez Newsweek została uznana za jedną z najlepszych powieści na lato. Na rynku pełno jest pozycji, które możemy określić ledwie jako "kolejny romans", czy "kolejny kryminał". W tłumie innych książek nie wyróżniają się niczym szczególnym. Żmijowisko z pewnością do nich nie należy. Pierwszą rzeczą, która mi się spodobała, był sposób na opowiedzenie historii. Wojciech Chmielarz robi to w trzech ramach czasowych. Trzeba wiedzieć, że cała fabuła kręci się wokół zaginięcia młodej dziewczyny, Ady. Nastolatka znika podczas wakacyjnego wyjazdu. Autor dawkuje czytelnikowi całą opowieść w małych porcjach. Najpierw kawałek teraźniej…

365 dni – „Ojciec Chrzestny i 50 Twarzy Greya w jednym” Czyżby?

Dziś nadszedł czas na recenzję "365 dni" autorstwa Blanki Lipińskiej.
Okładka wpadła mi w oko, w jednej z internetowych księgarni. Z ciekawości kliknęłam i przeczytałam opis, który wzbudził moje zainteresowanie. Postanowiłam zapoznać się z opiniami. Większość okazała się bardzo pozytywna. Zatem zaryzykowałam.
W moim czytelniczym umyśle zrodziły się wielkie nadzieje dotyczące tej pozycji. Szybko kończyłam czytaną książkę, by sięgnąć po „365 dni”. W końcu nadszedł upragniony moment i… No cóż, lekko się zawiodłam.
Spodziewałam się erotycznego romansu z ciekawą akcją w tle. Niby to dostałam. Niestety nie dotarłam do czytelniczego spełnienia, na jakie miałam nadzieje. Podejrzewam, że po prostu zbyt dużo oczekiwałam. Sądziłam, że cała historia mnie porwie, że poczuję magię i wzajemne przyciąganie pomiędzy bohaterami. A tymczasem zderzyłam się z rzeczywistością, która zapewniła mi niemałe rozczarowanie.
Podczas czytania tyle rzeczy kuło mnie w oczy, że aż trudno mi wybrać, co najb…

Kłamiesz mnie. - Czy tylko mi rączki opadają?

Dziś trochę o popularnych błędach językowych. Na wstępie zaznaczę, że nie chcę tym postem nikogo obrazić, ani dyskryminować z powodu niepoprawności językowej. Zdaję sobie sprawę, że niektóre potknięcia związane są z niewiedzą. Bywa, że ja też nad niektórymi słowami/zwrotami muszę się chwilę zastanowić i także mnie zdarzają się potknięcia słowne, dlatego jestem daleka od rzucania kamieniem.Niemniej jednak pewne kwestie wzbudzają we mnie silne emocje i nimi właśnie jest przesycony tekst. Z góry za to przepraszam. W każdym razie moim zamiarem jest raczej zwrócenie uwagi na pewne niepokojące rzeczy i zachęcenie do dbania o język. Bo skoro mamy swój, którego nasi przodkowie tak zajadle bronili podczas zaborów, czy nie powinniśmy o niego dbać? Moja postawa jest bardzo patriotyczna, ale czy nie taka powinna właśnie być?