Jak śliwka w kompot - Opowiadanie walentynkowe

Happy valentines day! 💝

Jak zwykle w walentynki mam dla was opowiadanie i jak zwykle przepraszam za ewentualne niedociągnięcia interpunkcyjne. (Przecinki niezmiennie mnie nie lubią, choćbym nie wiem, jak się starała.)

O czym tym razem?

Wierzycie w miłość od pierwszego wejrzenia? Jeśli tak, cofnijcie się do roku 1984 i poznajcie Izę oraz Darka. Jeśli nie, i tak przeczytajcie. Kto wie, może ta historia Was przekona? W końcu wydarzyła się naprawdę. Miłej lektury!

Tytuł: Jak śliwka w kompot

Autor: Paulina Wysocka - Morawiec

Rok 1984

Siedmioletnia dziewczynka spojrzała na kobietę, która stała przed lustrem. Właśnie kończyła nakładać niebieskawy cień na powieki. Mała nie miała pojęcia, po co to robiła. W jej oczach mama zawsze wyglądała pięknie, niczym księżniczka z bajki. Może i nie była wysoka, ale za to szczupła i bardzo ładna. Jej ciemne włosy sięgały poniżej ramion i układały się w delikatne fale. Według niej nawet bez makijażu była najpiękniejsza na świecie. Odkąd sięgała pamięcią, chciała wyglądać tak jak ona.

- Mamo! A długo cię nie będzie? – zapytała, smętnie machając nogami zwisającymi z brzegu łóżka.

- Nie. Wychodzimy z ciocią tylko na trochę. Zostaniesz z Dawidem i Tomkiem. Coś słyszałam, że wujek Stasiek szykuje dla was ognisko. – Kobieta posłała dziewczynce zachęcający uśmiech.

- A nie mogłabym pójść z tobą?

Do uszu dziewczynki dotarło ciche westchnienie. Najważniejsza osoba w jej życiu oderwała się od lustra i przykucnęła przed nią, zrównując się z nią wzrokiem.

- Oluś – zaczęła cierpliwie. – Z ciocią Kasią na chwilę idziemy do znajomych i też będziemy mieć ognisko, ale tam nie będzie żadnych dzieci. Nudziłabyś się strasznie. A tutaj masz Dawida i Tomka. Przecież ich lubisz, prawda?

Dziewczynka przytaknęła. Obaj chłopcy byli w podobnym wieku, a że ich mamy od dawna się przyjaźniły, oni też zdążyli się ze sobą zżyć. Właściwie byli dla siedmioletniej Oli jak bracia. Mimo to tego wieczoru zdecydowanie wolałaby zostać z mamą.

- No widzisz. Zobaczysz, będzie fajnie. A zanim się zorientujesz, ja już będę z powrotem. – Pocałowała dziewczynkę w czoło i czule pogłaskała po ciemnych włoskach.

W tej właśnie chwili do pokoju wparowała niska blondynka o zaokrąglonych, bujnych kształtach. Jak zwykle tryskała entuzjazmem.

- No i jak, Izka? Gotowa? – zawołała, uśmiechając się szeroko.

*

Trzy kobiety szły krętą ścieżką, która zawzięcie prowadziła pod górę. Wokół nich rozciągał się piękny, beskidzki krajobraz. Po drodze mijały nieliczne domy i gospodarstwa. Znacznie częściej natrafiały na dojrzałe pola lub łąki karmiące całe stada żywego inwentarza, od pokoleń niezmiennie zapewniającego byt okolicznym rolnikom. Późno-popołudniowe słońce ogrzewało ich twarze, konkurując z delikatnym, świeżym wietrzykiem. Iza odetchnęła głęboko, starając się odgonić od siebie natrętną myśl, że już za dwa dni będzie musiała opuścić to miejsce i wrócić do smętnej rzeczywistości. Po miesięcznym urlopie zimny prysznic, który na nią czekał, miał być jeszcze dotkliwszy niż zazwyczaj.

- Coś tak posmutniała?

Iza zerknęła na wiecznie szczęśliwą Kaśkę. Niekiedy miała wrażenie, że jej głównym zajęciem jest zarażanie entuzjazmem wszystkich wokoło.

- Przypomniało mi się, że trzeba wracać do domu.

Została uraczona pocieszającym łokciem wbitym w żebro.

- Przestań. Nie masz, o czym myśleć? Skup się lepiej na dzisiejszym wieczorze. Aśka mówiła, że będzie Krzysiek. Coś czuję, że przypadnie ci do gustu, nie Ewa? – Kasia zwróciła się do trzeciej towarzyszki, która była jej młodszą siostrą.

- Pewnie. Przystojny jest. – przytaknęła tamta, na co Iza zaśmiała się pod nosem i wywróciła oczami.

Zdążyła się już przyzwyczaić do ciągłego swatania. Stało się to ciekawym urozmaiceniem jej dosyć szarego życia po rozwodzie. W dodatku wszelkie wariacje damsko-męskie niezmiennie stanowiły największe hobby Kaśki. I nie było ważne, czy to ona sama była w ich centrum, czy też ktoś inny.

Najlepsza przyjaciółka Izy nigdy nie bała się życia, a tym bardziej mężczyzn. Z obu źródeł czerpała pełnymi garściami. Może nie była najbardziej urodziwą kobietą w okolicy, ale za to miała w sobie coś, co niezaprzeczalnie przyciągało i wiązało przy niej płeć przeciwną. Większość mężczyzn okazywała się bezbronna wobec jej czarów, a ona umiejętnie potrafiła to wykorzystać.

Przy kipiącej życiem i seksapilem Kasi, Iza odżyła po zdradzie i odejściu męża. Dała się ponieść zabawie i zaczęła używać życia, co rusz pozwalając sobie na mniej lub bardziej niewinny flirt. Jako samotnej matce na co dzień było jej ciężko, a dzięki tym drobnym urozmaiceniom przynajmniej przestała się załamywać, płakać po kątach i poddawać głębokiej depresji. Gdy tylko przychodził kiepski moment, Kasia zawsze była gotowa podnieść ją na duchu i przypomnieć, że ma dopiero 29 lat, jest piękna i należy jej się od życia wszystko co najlepsze. Iza zawsze jej wierzyła i była niezwykle wdzięczna za wsparcie. Prawdopodobnie gdyby nie ona, po rozstaniu z mężem wróciłaby do matki na wieś i utonęła w beznadziei oraz cierpieniu. A tak przynajmniej czuła, że żyje. Nawet bardziej niż wcześniej.

*

Dwudziestopięcioletni Dariusz spędzał urlop w małej, górskiej wsi. Jak zwykle zatrzymał się u swoich kolegów z pracy. Zazwyczaj wolał przebywać u nich, niż jeździć do rodzinnego domu. Po pierwsze było bliżej, po drugie miał więcej miejsca, a po trzecie mógł spokojnie odpocząć. Na ojcowiźnie zapewne od razu zostałby zagoniony do roboty. Poza tym pani domu, konkretnych rozmiarów kobieta i matka jego przyjaciół, gotowała najlepiej na świecie. A przynajmniej w mniemaniu samego Dariusza.

Stał na podwórku zaraz obok studni. Na drewnianym, nieco zdezelowanym krześle leżała miska wypełniona wodą, nad którą właśnie się pochylał, by metodycznymi ruchami spłukać pianę z włosów. Robił to niezwykle dokładnie. Odkąd pamiętał poświęcał sporo uwagi każdej części toalety. Zawsze lubił być czysty i zadbany.

Właśnie sięgał po ręcznik wiszący na oparciu krzesła, gdy usłyszał dźwięczny, kobiecy śmiech dochodzący zza płotu. Wstępnie wytarł nadmiar wody z czupryny, przerzucił wilgotny ręcznik przez ramiona i z ciekawością zerknął na źródło dźwięku.

Drogą szły trzy kobiety. Sądząc po odgłosach były bardzo zadowolone. Dariusz uśmiechnął się pod nosem, jakby ich nastrój był zaraźliwy. Nagle zbaraniał.

Wzrok mężczyzny przyciągnęła jedna z kobiet. Była dosyć drobna, ani nie wysoka, ani nazbyt niska. Miała na sobie luźną bluzkę w kwiecisty wzór i nieskazitelnie białe spodnie, które przyciągały wzrok do jej zgrabnych nóg. Ciemne włosy średniej długości okalały najśliczniejszą twarz, jaką Darek w życiu widział. A uśmiech… Uśmiech nieznajomej dosłownie wyrył się pod świeżo umytą głową mężczyzny.

Kobiety minęły go nawet nie odnotowując jego obecności. Za to on obserwował je do momentu, aż zniknęły na podwórku sąsiadów. Wyglądało na to, że nieznajome wybierały się na planowane ognisko. Darek uśmiechnął się mimowolnie, dziękując wszechświatowi za tak cudowny zbieg okoliczności.

W doskonałym nastroju skończył toaletę, uprzątnął po sobie rzeczy i jak uskrzydlony pognał do domu, by zadbać o prawidłowe ułożenie każdego włoska na swojej bujnej czuprynie.

*

Ognisko odbywało się na tyłach domu. Gdy trzy przyjaciółki dotarły na miejsce, płomienie już buchały wysoko, wesoło tańcząc na tle zachodzącego słońca. Wokół ognia leżały grube kłody, synonim ławek.

Jeśli chodziło o wybór miejsca, które zajmowała Iza, sama zainteresowana nie miała nic do gadania. Bezceremonialnie została wepchnięta pomiędzy Kaśkę, a zapowiadanego, przystojnego Krzyśka. Iza nie mogłaby nazwać go brzydkim, ale według niej nie miał w sobie niczego szczególnego, co byłoby skłonne na dłużej przyciągnąć jej uwagę. Już w pierwszej chwili, gdy zostali sobie przedstawieni, wiedziała, że nic z tego nie będzie. On widocznie nie podzielał jej zdania, ponieważ z każdą minutą częstował ją coraz to śmielszymi spojrzeniami i niby niepozornie przysuwał się bliżej.

Iza starała się w miarę możliwości ignorować Krzyśkowe awanse, coraz bardziej przytulając się do Kaśki, która po niedługim czasie, siedziała już na skraju grubego pnia.

Już miała biadolić w myślach nad zmarnowanym wieczorem, gdy całe ich towarzystwo uległo wzbogaceniu o trzech młodych mężczyzn. Z prezentacji gospodyni Iza dowiedziała się, że cała trójka mieszka w sąsiedztwie. Jej uwagę przykuł jeden z nich, który dosyć stanowczym gestem przepchnął się pomiędzy swoimi znajomymi, tym samym wywalczając sobie miejsce naprzeciw niej.

Mężczyzna był przystojny. Na jego górnej wardze wił się wypielęgnowany wąsik, a na głowie falowała bujna czupryna. Wyglądało na to, że Iza też wpadła mu w oko, bo łowił każde jej spojrzenie i co jakiś czas puszczał perskie oko zza wesoło igrających płomieni.

Słońce zaszło. Całe towarzystwo wyposażone zostało w długie patyki o ostrych końcach, soczyste kiełbaski i ogromną ilość domowej roboty bimbru. Szczególnie ten ostatni składnik niezwykle pozytywnie wpłynął na ich nastrój. Co bardziej nieśmiali nabrali odwagi, a ci zazwyczaj cisi śmiali się i żartowali najgłośniej ze wszystkich.

Iza czuła, jak płoną jej policzki. Nie była pewna, czy to przez żar bijący od ognia, alkohol rozchodzący się po ciele, czy może raczej coraz śmielsze spojrzenia tajemniczego sąsiada z naprzeciwka. Bardzo możliwe, że przez wszystko naraz. Poczuła, że musi odejść na bok i choć przez chwilę ochłonąć. Wstała i uważnie stawiając stopy, skierowała się w stronę stodoły, a ściślej drewnianego wychodka obok.

Wychodząc z niezbyt ładnie pachnącego przybytku, o mało nie wyzionęła ducha. Zaraz za drzwiami wpadła bowiem na ciemną postać, której jakby nie było, wcale się nie spodziewała. Pisnęła cicho, próbując utrzymać równowagę na niepewnych już nogach. Pomogły jej silne, potencjalnie męskie ramiona, które objęły ją wpół.

- Przepraszam, nie chciałem przestraszyć – odezwał się nieznajomy.

Po tonie głosu Iza wywnioskowała, że był lekko zażenowany. I słusznie – pomyślała. – Kto to widział, żeby tak się zakradać?

Dopiero po chwili dotarło do niej, że silne ramiona, w których tonie, należą do przystojnego mężczyzny z przeciwnej strony ogniska. To nieco zmieniało postać rzeczy…

- Nic nie szkodzi. – Uśmiechnęła się blado.

Starała się uspokoić walące serce, ale bliskość nieznajomego wcale nie ułatwiała jej zadania. Zrobiła krok w tył. Mężczyzna szybko zrozumiał niemy przekaz i zabrał ręce. Zrobiło jej się chłodno.

- Jestem Darek. Miło mi poznać. – Wyciągnął w jej stronę dłoń, jak gdyby nigdy nic.

- Iza. Jeśli chcesz, to już wolne. – Wskazała za siebie.

Dariusz spojrzał na wychodek nagle skołowany.

- Nie, dzięki – przerwał na chwilę. – Odszedłem na bok, żeby zapalić i tak jakoś.... - Szybko sięgnął do kieszeni, by wyciągnąć lekko wygniecioną paczkę Cameli. – Masz ochotę?

Iza skorzystała z poczęstunku i oferowanego ognia zapalniczki. Podejrzewała, że pod stodołę przyszedł za nią. Nie miała jednak zamiaru tego ujawniać. Nie chciała go spłoszyć ani onieśmielić.

- Jesteś stąd? – zapytał, gdy ślimaczym tempem udali się w drogę powrotną.

- Nie. Przyjechałam tylko na urlop, a ty?

I tak zaczęła się rozmowa, podczas której on dowiedział się, gdzie mieszka Iza, czym się zajmuje i co lubi. Ona również nie pozostawała mu dłużna i wypytywała o najróżniejsze sprawy. Rozmowa szła im lekko. Kobieta z miłym zaskoczeniem odkryła, że Darek jest nie tylko przystojny, ale również inteligentny i całkiem zabawny. Chciała poznać go lepiej, dlatego z chęcią przystała na jego propozycję, by odprowadził ją do domu.

Zanim ruszyli w drogę, wrócili na parę minut do pozostawionego przy ognisku towarzystwa. Wyglądało na to, że ich dłuższa nieobecność została zauważona jedynie przez nieliczne jednostki, a w szczególności niezbyt zadowolonego Krzyśka, który łypał na nich spod oka i zaciekawioną Kaśkę.

Iza usiadła obok przyjaciółki i ściszonym głosem tłumaczyła, że zaraz zamierza ruszyć w drogę do domu. Resztę czasu spędziła na nadrabianiu bimbrowych zaległości i dalszej wymianie spojrzeń z Darkiem.

Wymknęli się jakiś czas później. Oboje byli rozluźnieni alkoholem, więc czuli się w swoim towarzystwie wręcz sielsko. Przez głowę Izy przemknęła szalona myśl, że być może mogłaby związać się z Darkiem na dłużej. Oczywiście gdyby chciał. Była dorosła i już dawno pozbyła się złudzeń. Zdawała sobie sprawę, że większości mężczyzn chodzi jedynie o łóżko. Ona sama nie miała nic przeciwko. Była samotna i też miała swoje potrzeby. Niestety czasem brakowało jej kogoś, kto po prostu byłby przy niej, wspierał w dobrych i gorszych chwilach, kto by ją kochał. Przez kilka lat wychowywania córki w pojedynkę, zdążyła dobrze poznać gorzki smak samotności. Co prawda jakoś sobie radziła, ale mimo starań Kaśki ciągle czegoś jej brakowało.

Wiedziona tą szaloną myślą, postanowiła sprawdzić, jak nowopoznany mężczyzna zareaguje na wieść o jej przeszłości i teraźniejszości. Gdy tylko nadarzyła się okazja przyznała się do swojego byłego małżeństwa, a następnie prosto z mostu oświadczyła, że jest dumną mamą siedmioletniej córeczki.

Można powiedzieć, że reakcja Dariusza ją zaskoczyła. Wyglądał na zupełnie nieporuszonego nowinami. Wyglądało na to, że albo nie zamierzał się z nią wiązać, albo zupełnie go to nie obchodziło. A prawda była taka, że młody mężczyzna był nią tak bardzo oczarowany, że bez mrugnięcia okiem zaakceptowałby nawet trójkę potencjalnych dzieci. Nie miała dla niego znaczenia również różnica wieku. Okazało się bowiem, że nowopoznana kobieta jest od niego starsza o cztery lata. Po prostu w tamtej chwili liczyły się dla niego tylko jej oczy, obezwładniający uśmiech i smak jej ust, których kosztował przy każdej, najmniejszej okazji. Czuł się nienaturalnie pobudzony i otumaniony jednocześnie. Miał wrażenie, że cały świat stanął. Nic się nie liczyło prócz tej cudownej kobiety.

Podczas nocnego spaceru oboje zdążyli całkowicie wytrzeźwieć. Mimo to nad ranem, kiedy Iza w końcu dotarła pod dom, nadal byli sobą oczarowani. Otaczająca ich mgiełka wzajemnego zainteresowania nie zniknęła.

Tego ranka Darek długo nie mógł zasnąć. Leżał na swoim materacu i obracał się z boku na bok. Jego myśli ciągle wracały do Izy. Dopiero co zostawił ją pod jej domem, a już z niecierpliwością wypatrywał kolejnego spotkania.

*

W sobotę oboje niecierpliwie wyczekiwali umówionej godziny. Podczas rozstania ustalili, że wspólnie spędzą popołudnie. Mieli wybrać się na piknik.

Iza postanowiła zabrać ze sobą małą Olę, by wynagrodzić jej swoją wczorajszą nieobecność oraz przedpołudniowy, regenerujący sen. Nie miała serca znowu jej porzucać. Przy okazji chciała też sprawdzić podejście Dariusza do jej dziecka. Córka stanowiła niezachwiany priorytet w jej życiu.

Mężczyzna zjawił się punktualnie. Oczywiście Kaśka pierwsza dopadła drzwi i z całą swoją serdecznością namówiła go na pokrzepiającą szklankę fusiastej kawy. W salonie stłoczyli się wszyscy mieszkańcy. Byli ciekawi nowego gościa. Na szczęście Darek nie dał się onieśmielić i szybko nawiązał z każdym nić porozumienia. Mimo zażartej dyskusji, w której brał czynny udział, jego spojrzenie uparcie powracało do Izy. Kobieta wydawała się nadzwyczaj cicha w otaczającym ich zamieszaniu.

Jako miejsce pikniku wybrali łąkę na tyle oddaloną od zabudowań, żeby uzyskać choć odrobinę prywatności. Iza przygotowała pyszne kanapki, które Darek szczerze zachwalał. W dodatku nie wyglądało na to, że przeszkadzała mu obecność jej córeczki. Lubił dzieci i szybko zaprzyjaźnił się z dziewczynką, czym zdecydowanie zyskał w oczach Izy.

Ola zaczęła biegać po polanie i zbierać najróżniejsze kwiatki, z których zamierzała upleść najpiękniejszy wianek jaki zdoła. Miała zamiar podarować go mamie. W tym czasie Iza poinformowała Darka, że następnego dnia muszą wracać do domu. Jej miesięczny urlop właśnie się kończył.

On miał zostać jeszcze tydzień, ale nie zastanawiając się wiele, zdecydował, że w tym samym terminie również wyruszy w drogę powrotną i przynajmniej przez część trasy dotrzyma im towarzystwa. Izę zdziwiła jego decyzja, ale nie zamierzała oponować. Była mile połechtana jego zaangażowaniem.

*

Następnego dnia Darek zjawił się z samego rana. Nie chciał tracić ani minuty z czasu, który mógł spędzić w towarzystwie Izy. Ona nie narzekała. Tym bardziej, że zaoferował się jako pomocnik do niesienia pakunków. Czule pożegnała się z gospodarzami oraz Kaśką, która miała wyruszyć w drogę za kilka dni.

Dzień zapowiadał się słoneczny, ale raczej nie upalny, co zdecydowanie miało uprzyjemnić im długą podróż pociągiem. Najpierw musieli dostać się do Krakowa, gdzie czekała ich przesiadka na pociąg do Katowic. W Katowicach ich drogi miały się rozejść. Im byli bliżej, tym bardziej Darek markotniał. Najchętniej pojechałby za Izą aż do miejscowości, w której mieszkała, ale nie został zaproszony.

Dopiero podczas pożegnania na peronie, Iza zdecydowała się na podanie mu dokładnego adresu. Już samo to dodało mu skrzydeł. Jego radość osiągnęła apogeum, gdy oficjalnie zaprosiła go do siebie na przyszły weekend. Dariusz był tak szczęśliwy, że miał ochotę podskakiwać jak zwariowana piłka. Z trudem się przed tym powstrzymywał. Szeroko uśmiechnięty odprowadził Izę oraz Olę do ich pociągu i obserwował, jak odjeżdżają w swoją stronę. Patrzył jeszcze długo po tym, jak ostatni wagon pociągu zniknął mu z oczu.

*

Iza siedziała na ławce pod swoim blokiem w towarzystwie zaprzyjaźnionych sąsiadek. Co jakiś czas zerkała na Olę, która grała w gumę razem ze swoimi koleżankami. Był piątek wieczór. Zastanawiała się, czy Darek postanowi przyjechać. Myśli o nim nie dawały jej spokoju. Ku swojemu przerażeniu, tęskniła za jego towarzystwem.

Najpierw usłyszała jak Ola piszczy. Nie był to jednak zły odgłos. Brzmiała wręcz na szczęśliwą. Iza obejrzała się i zobaczyła, że biegnie w stronę jakiegoś mężczyzny. Dopiero po chwili zorientowała się, że jest to Dariusz. Jej twarz rozświetlił szeroki uśmiech.

*

Iza wydawała mu się jeszcze piękniejsza, niż zapamiętał. Siedziała w otoczeniu innych kobiet, których nawet nie dostrzegał. Liczył się tylko jej uśmiech i to, że do niego machała. Wyglądało na to, że cieszyła się na jego widok. Kamień spadł mu z serca. Po drodze zastanawiał się, czy aby nie podała mu błędnego adresu, albo czy nie zmieniła zdania. Na szczęście jego obawy były całkowicie bezpodstawne. I dobrze, bo naprawdę nie wiedziałby, co ze sobą począć, gdyby cała ich znajomość miała się zakończyć tak szybko. Znał ją krótko, ale już nie potrafił wyobrazić sobie swojego życia bez niej. Wpadł doszczętnie, jak śliwka w kompot.

Komentarze

Popularne posty